oMatko!

Magazyn świadomych rodziców

#25zomatko / Wywiad

#1 Kobiety Kultury. Monika Bajka

„O MĄDRYM POMAGANIU” – rozmowa Olgi Kostrzewskiej-Cichoń z Moniką Bajką, Prezeską Stowarzyszenia Pomocy Dzieciom i Młodzieży „Dom Aniołów Stróżów”.

 

Olga Kostrzewska-Cichoń: Po co Wam to pomaganie. Ani z tego sławy, ani pieniędzy, a pracy mnóstwo.

Monika Bajka: Każdy ma swoje miejsce w życiu, powołanie, które musi odnaleźć. Ja obrałam pomocową ścieżkę, choć nie planowałam tego, kończąc zarządzanie i marketing. Byłam wolontariuszką, chciałam zbawiać świat, spodobało mi się i zostałam. Teraz czuję się odpowiedzialna za to, co tworzymy razem jako zespół.

Jest zespół, jesteś szefową Domu Aniołów Stróżów, ale cofnijmy się o 20 lat. Zaczynałaś w kanałach ciepłowniczych, pomagając bezdomnym z Jackiem Pikułą.

Takie były początki. Do tego pomoc na ówczesnym dworcu PKP w Katowicach, gdzie też w poczekalni przebywało wielu bezdomnych. To było towarzyszenie ludziom, którzy żyją na marginesie.

Chwilę później były Anioły?

Tak. Tu też trafiłam jako wolontariuszka, pracowałam jako wychowawca w świetlicy dla dzieci. Mieliśmy wtedy jeden dom i oczywiście działaliśmy na ulicach. Były dzieci, które uciekały z domów i trafiały na katowicki dworzec z innych miast. Reagując na skalę problemu, zaczęliśmy budować z zespołem cały system wsparcia. Powstała jedna, potem druga świetlica, przedszkole, klub dla młodzieży, poradnia dla rodzin. Prowadziliśmy też pracę na ulicach. Ona nam do dziś towarzyszy.

Komu pomagacie? Z jakich domów pochodzą dzieciaki?

Naszą misją jest obecność w dzielnicach pogórniczych, pohutniczych, gdzie społeczności słabo poradziły sobie z transformacją, z przemianami gospodarczymi. Jest oczywiście szereg programów pomocowych, których kiedyś nie było. Mamy fundusze unijne, mamy rozwinięte ośrodki pomocy społecznej itd. Dokładnie analizujemy i sprawdzamy, gdzie nasza pomoc jest potrzebna. To są dzieci z rodzin ubogich, niewykształconych, żyjących w bardzo trudnych warunkach socjalnych. W tych rodzinach jest mnóstwo problemów, konfliktów, napięć, uzależnień.

Łatwo przyjmują pomoc?

Z perspektywy człowieka dobrze funkcjonującego, z zapleczem rodzinnym, zawodowym, pewne problemy wydają się łatwe do rozwiązania. Ale przełóżmy to na perspektywę człowieka, który nie potrafi samodzielnie sobie pomóc, obawia się kontaktów z ludźmi. Język, którym się mówi do tego człowieka, jest często dla niego za trudny, dochodzi niskie poczucie wartości. Taki człowiek woli zamknąć się w sobie, niż przyjąć pomoc.

Jaki macie w takim razie sposób na dotarcie do tych ludzi. Zwłaszcza, że Wy nie dajecie ryby, ale wędkę.

Od samego początku sporo oferujemy, ale też oczekujemy zaangażowania. Dzieci razem z nami sprzątają, razem przygotowujemy posiłki. Jeśli potrzebują plecak do szkoły lub mają wymarzoną kurtkę, to mówimy: ok, ale jak chcesz na to zapracować? Oczywiście łatwiej by nam było im to dać, ale wtedy niczego ich nie nauczymy. Wysyłamy im następujący komunikat: jestem na ciebie uważna, widzę twoje potrzeby, chcę na nie odpowiedzieć, ale ty się musisz w to jakoś włączyć. Potem następuje negocjowanie: jak się możesz włączyć, żeby to było dla ciebie możliwe? Takie działania są oczywiście symboliczne, ale pomagają ukształtować w podopiecznych umiejętność zdobywania czegoś. Podlegająca nam młodzież na wszystko zarabia poprzez zdobywanie punktów, które następnie są omawiane z wychowawcą i grupą. Dostają dzięki temu informacje zwrotne, które pomagają im później w pracy. Widzimy, że to działa, bo ci ludzie potem szukają zatrudnienia, pracują po kilka lat w jednym miejscu. To nas bardzo cieszy.

A dlaczego to jest skuteczniejsze niż dawanie ryby, np. w postaci 500 plus czy zasiłków?

Widzimy, że nawet jeśli poprawia się sytuacja finansowa, to problemy nie znikają. Nasze wsparcie nie może działać jak czarodziejska różdżka, za dotknięciem której wszystko stanie się możliwe. Nie o to chodzi, by było łatwo, ale by było możliwie. Jesteśmy pomostem między tym światem, który nic nie ma, a tym, który coś posiada.

Po owocach poznacie?

Tak. Widzimy, że to działa. Nasze dzieciaki inaczej się ubierają, inaczej rozmawiają, są otwartymi osobami. Wzrusza mnie, gdy widzę, jak sobie radzą, jakimi ludźmi się stają.

Wasza działalność jest piękna, ale wymaga dużego nakładu pieniędzy. Łatwo je pozyskać?

Musiałam dokonać wyboru – czy być z młodzieżą, czy tworzyć warunki brzegowe, żebyśmy mogli działać. Koszty są ogromne. Funkcjonujemy jak dom, rodzina, tyle że znacznie większa, więc np. rachunki za prąd i wodę, z której korzysta codziennie sto osób, też są większe. Rośnie świadomość firm, biznesu, jeśli chodzi o wsparcie czy CSR. W wielu przedsiębiorstwach dobroczynność jest nawet wymogiem. Zarazem jednak w Polsce panuje niski poziom zaufania społecznego. Wszelkie pomysły na pomoc mają więc często charakter eventowy, a to za mało. My jesteśmy dla naszych podopiecznych jak rodzina. I tak jak w normalnej rodzinie, nie wystarczy raz w roku wziąć dzieci na piękne wakacje czy do kina (choć to też jest potrzebne i ważne). Trzeba być dla nich codziennie, tworzyć więź, ugotować, wyprać ubrania, pójść do lekarza, odrobić lekcje. To się nam udaje, mamy wspaniałych pracowników i wolontariuszy, ale walka o fundusze trwa. Z roku na rok jest coraz lepiej, więc jest nadzieja.

 

 

O STOWARZYSZENIU

 

Dom Aniołów Stróżów – Organizacja Pożytku Publicznego.

Stowarzyszenie Pomocy Dzieciom i Młodzieży „Dom Aniołów Stróżów” od 25 lat działa na rzecz dzieci, młodzieży i rodzin wykluczonych społecznie ze śląskich pogórniczych i pohutniczych dzielnic biedy. Udziela pomocy i wsparcia ok. 600 dzieciom rocznie – 100 podopiecznym w świetlicach terapeutycznych oraz klubach rozwoju oraz 500 dzieciom, do których docierają na ulicach ich streeworkerzy. Poradnia Rodzinna wspomaga ok. 80 rodzin.

Misją Domu Aniołów Stróżów jest budowanie szczęśliwego dzieciństwa dla maluchów i wprowadzenie w dorosłość samodzielnych i niezależnych od pomocy społecznej młodych ludzi. Jego celem jest ich równy start w przyszłość. Oferuje indywidualną formę pomocy, adekwatną do potrzeb i możliwości oraz statusu społecznego, ekonomicznego i zawodowego.

„Dajemy wędkę, a nie rybę!”

Dom Aniołów Stróżów uczy swoich podopiecznych, jak radzić sobie w trudnych sytuacjach życiowych, pomaga im rozwijać talenty i umiejętności, by w przyszłości zaprocentowały one nie tylko godną sytuacją życiową i materialną, ale również budowały zdrowe poczucie wartości i pewność siebie u podopiecznych.

Stowarzyszenie organizuje szereg akcji charytatywnych, których partnerami są centra handlowe, aktorzy, sportowcy oraz firmy i osoby prywatne.

DAS wspierają m.in.: Miuosh, Olivier Janiak, Grzegorz Krychowiak, Małgorzata Socha, Alżbeta Lenska, Monika Mrozowska, Edyta Herbuś i Rafał Cieszyński.

Za swoje działania zostali uhonorowani:

W 2004 roku Wyróżnieniem, a w 2011 roku Nagrodą Główną Kapituły PRO PUBLICO BONO za działania podejmowane na rzecz dobra wspólnego (Kapituła pod Przewodnictwem Prof. dr hab. Jerzego Buzka i Prof. dr hab. Andrzeja Zolla).

W 2010 roku Wyróżnieniem w II edycji Konkursu Wojewody Śląskiego „Śląskie na 5” w kategorii Filantropia.

W 2016 roku Nagrodą MARKA ŚLĄSKIE w kategorii Organizacje Pozarządowe – za istotny wkład w rozwój regionu.

Krótki film o Domu Aniołów Stróżów: 

https://www.youtube.com/watch?v=7pf-j8WKTq0&feature=youtu.be

Więcej: www.anioly24.pl

Facebook: https://www.facebook.com/DomAniolowStrozow/

 

 

Reklama

Polecamy!