oMatko!

Magazyn świadomych rodziców

#25zomatko / Wywiad

#3 Kobiety Kultury. Dorota Proske

Przepis na życie w stylu slow

 

Anna Meres w rozmowie z Dorotą Proske, właścicielką Przestrzeni Kreatywnej Kotulińskiego6 w Czechowicach-Dziedzicach, o świątecznych przygotowaniach i rodzinnych tradycjach, miłości do powojennego szkła i życiu w stylu slow.


 

Anna Meres: Jak, według Ciebie, wyglądają Święta w stylu slow?

Dorota Proske: To czas spędzony w domu, z rodziną, bez przymusu robienia czegokolwiek na siłę. Każdy dom ma swoje tradycje, kultywuje świąteczne zachowania, dlatego wierzę, że warto zadać sobie trud „organizacji” Świąt, jeśli właśnie to daje nam satysfakcję. Święta slow są dla mnie wyważeniem pomiędzy tradycją  a tym, co sprawia, że odpoczywamy. Lepienia pierogów, tworzenia świątecznych wypieków czy dekorowania domu nie traktuję jako obowiązku, ale właśnie  jako ten pierwiastek slow, który przenosząc  nas do czasów dzieciństwa tworzy – właśnie poprzez wspólne działania i bycie z najbliższymi  – magię Świąt Bożego Narodzenia.

Na co dzień w Kotulińskiego6 tworzysz klimat slow dla innych, a tak naprawdę jesteś wtedy w pracy. Osobom z zewnątrz może się wydawać, że to przecież takie spokojne zajęcie – organizacja wydarzeń w przestrzeni kreatywnej.

(śmiech) Tak jak powiedziałaś, ja „robię” slow – czyli coś niestandardowego, wartościowego,  miłego, kreatywnego, w przyjemnym otoczeniu, ale… robię to dla innych. Dla mnie to odpowiedzialna praca, muszę zaplanować, zorganizować i koordynować cały event. A to, że ostatecznie cała impreza przebiega w sposób niesztampowy, na luzie, w dobrej atmosferze, jest spowodowane właśnie tym, że urządzam ją w stylu slow! Staram się nie ciągnąć pracy aż do samych Świąt, ostatnią imprezę organizujemy kilka dni przed Bożym Narodzeniem. Chcę dać sobie chwilę, by nacieszyć się tymi dniami, a moim dzieciom zapewnić czas tylko dla nas – po prostu pobyć razem w domu.

A choinkę już masz?

Mam tutaj :-). W domu jeszcze nie, póki co, czeka przed domem, wniesiemy ją w Wigilię.  No i jemioła – leży w samochodzie.

Jak spędzasz Boże Narodzenie?

W tym roku planowałam pierwsze Święta w nowym domu, jednak mamy mały poślizg z przeprowadzką J. Ale zawsze spędzam je w gronie rodziny. W jednym roku spotykamy się u moich rodziców, w kolejnym, tak jak tym razem, u teściów. Zawsze jest rodzinnie, bez względu na miejsce. Chociaż czasami nas kusi, by wyjechać w ciepłe kraje…

Ale?

Ale jak przychodzi co do czego, to zawsze tradycja wygrywa. W pierwszy dzień Świąt wracamy do Czechowic-Dziedzic, do domu moich rodziców, tam zjedzie się cała moja rodzina – trójka mojego rodzeństwa, nasze dzieci, razem osiemnaście osób, więc będzie gwarno i wesoło.  Między Świętami a Nowym Rokiem staramy się brać urlop, by jak najbardziej przedłużyć świętowanie wśród najbliższych. Tutaj wrócę dopiero 6-go stycznia.

Trudno jest się odciąć? Postawić jasną granicę między życiem prywatnym a K6, zamknąć drzwi i obwieścić światu: „nie ma mnie”?

Kiedy prowadzisz swój biznes, praca cię dopada w różnych momentach, bo po drugiej stronie stoi klient, który oczekuje pełnego zaangażowania, a my właśnie to robimy – oferujemy zaangażowanie. Jednak w okresie Świąt naprawdę nie pracujemy, choć nie jest to łatwe, bo pomysły wciąż się pojawiają. O ile nie jesteśmy na wyjeździe nastawionym na poszukiwanie inspiracji, staramy się prawdziwie odpoczywać. Jednak prowadząc tzw. kreatywny biznes, nie da się całkowicie odciąć od pracy. Podróżując, wciąż napotykamy ciekawe miejsca, ludzi, przywozimy niepowtarzalne przedmioty i nowe pomysły – to także element naszej pracy.

Skoro mówisz o inspiracji, to jestem ciekawa, co Ciebie inspiruje i inspirowało, gdy tworzyłaś Kotulińskiego6?

Wszystko (śmiech)! Najbardziej inspiruje mnie natura i sztuka, zwłaszcza architektura i design.  Razem z mężem szukam inspiracji w podróżach, na targach designu, wystawach. W zasadzie każdy wyjazd – zwłaszcza do Skandynawii – jest dla nas kopalnią pomysłów. To, co urzeka nas tam najbardziej, to podejście do dziedzictwa kulturowego, zarówno w przypadku architektury, jak i przedmiotów codziennego użytku. Korzystanie z rzeczy „po dziadkach” jest tam absolutnie naturalne – na każdym kroku możesz natknąć się na kolejny sklep z przedmiotami vintage czy targ staroci, o galeriach sztuki nie wspominając. Inspiruje nas  połączenie tradycji z nowoczesnością, dlatego tworząc Kotulińskiego6 postawiliśmy sobie za cel zachowanie ducha  tego miejsca i połączenie go z nowoczesną, niesztampową  ofertą eventową. Klimat, bezpretensjonalny design i nieustanne szukanie inspiracji to coś, co wyróżnia K6.

Jak trafiliście pod ten adres?

Na dawną gorzelnię trafiliśmy przypadkiem – szukając starego domu do remontu, w którym chcieliśmy zamieszkać, kiedy po raz trzeci miała nam się powiększyć rodzina :-). Przez moment braliśmy  pod uwagę możliwość adaptacji poddasza pod mieszkanie, gdy na dole miały być stworzone powierzchnie biurowe. Ostatecznie koncepcja się zmieniła, zdecydowaliśmy się na budowę domu, ale Kotulińskiego6 pozostało.

To byś miała prawdziwe życie slow: „Pani Dorotko, zejdzie Pani tu do nas na chwilę?”!

To był właśnie argument przemawiający za tym, by nie zamieszkać „w pracy” (śmiech).

Wróćmy jeszcze na chwilę do tematu podróży. Jesteś klasycznym przykładem zbieracza? Widzisz daną rzecz i od razu nasuwa Ci się pomysł na to, gdzie ją postawisz?

Tak, uwielbiam ładne przedmioty, muszę się powstrzymywać przed zakupem  wszystkiego, co mi się podoba. W Kotulińskiego6 mieszam style, dlatego musze się pilnować, by nie zrobić z tego miejsca składziku.  Jestem wielką fanką starego szkła z polskich nieistniejących już niestety hut oraz białej porcelany. Ona zawsze obroni się na stole, nawet jeśli pochodzi z różnych „bajek”. Na naszych drewnianych, starych stołach cała moja kolekcja, w otoczeniu kwiatów i zieleni, zawsze wygląda pięknie.

W Kotulińskiego6, oprócz wspomnianych wcześniej eventów, robicie wesela oraz organizujecie koncerty. Pamiętam, że w 2015 roku przyjechałam do Ciebie po raz pierwszy, na kameralny koncert Meli Koteluk akustycznie. To było naprawdę wyjątkowe wydarzenie.

Dobra muzyka grana na żywo stanowi dużą i ważną część naszego życia prywatnego, dlatego też organizowanie koncertów w przestrzeni Kotulińskiego6 jest dla nas ogromną przyjemnością. Ze względu na ograniczoną wielkość miejsca planujemy kameralne imprezy muzyczne, tak jak na przykład koncert Wojtka Mazolewskiego, który zagrał w naszej drewnianej stodole. Kontrabas sięgał prawie sufitu, mieszcząc się między drewnianymi belkami (śmiech).

Organizacja koncertu jest bardzo dużym przedsięwzięciem, począwszy od zapewnienia akustyki, przez koordynację sprzedaży biletów, promocję wydarzenia, na bezpieczeństwie gości i artystów skończywszy. Oczywiście do tego dochodzi jeszcze kwestia znalezienia sponsora, który w swoim budżecie przewiduje działania promocyjne w ramach sponsorowania wydarzeń kulturalnych. Zależy mi na tym, by prezesi i managerowie firm zauważyli, że taka forma promocji ma bardzo pozytywny wpływ na wizerunek marki. Poza organizowanymi przez nas koncertami, muzyka na żywo jest coraz częściej elementem imprez zamkniętych. Mieliśmy już operę „na wynos”, koncert rockowy, jazzowy, ale odbywają się u nas także show niemuzyczne – stand upy i kabarety.

Opowiedz mi na koniec, czym według Ciebie wyróżnia się Kotulińskiego6.

Jako obiekt zaadaptowany, przede wszystkim wyróżnia nas autentyczność i historia miejsca. Tego nie da się zbudować. Dla mnie istotne jest, by miejsce było spójne z nami, prawdziwe, inspirujące, miało swój niepowtarzalny klimat, by goście czuli się tutaj dobrze i swobodnie. Kierujemy się prostotą, własnym gustem i intuicją. Nie boimy się wyzwań, a słabsze strony  przekuwamy  w zalety.   Nie chcemy  miejsca sterylnego, zaprojektowanego od A do Z, chcemy by nasi goście czuli w K6 naszą kreatywność i tętniące tu życie, doświadczali zmieniającego się wystroju , w zależności od pór roku i okazji. By mogli realizować u nas także swoje pomysły czy plany biznesowe – jak w przypadku szkoleń, warsztatów, imprez integracyjnych czy sesji fotograficznych lub po prostu spędzać niezapomniane chwile celebrując wyjątkowe okazje jak np. śluby.  I to właśnie jest istota Kotulińskiego6.

Na koniec chciałabym życzyć wszystkim Wesołych Świąt, a na Nowy Rok niekończących się pokładów kreatywności i odwagi w realizacji niesztampowych pomysłów! 🙂

 

 

 Dorota Proske
WŁAŚCICIELKA / SPIRITUS MOVENS, AUTORKA ARANŻACJI WNĘTRZ KOTULIŃSKIEGO6
Pasjonatka dobrego, bezpretensjonalnego design’u. Przywraca do życia nie tylko miejsce, ale i z troską zajmuje się zniszczonymi, skazanymi na niebyt przedmiotami, nadając im nowe funkcje. Projektuje wnętrza i lampy. Stylizuje sesje fotograficzne. Z jej głowy nieustannie wylatują nowe, szalone pomysły. Kreuje slow wydarzenia w Kotulińskiego6.
Aleksander Proske 
WŁAŚCICIEL / GŁOS ROZSĄDKU KOTULIŃSKIEGO6
Mól książkowy, a zawodowo miłośnik cyferek i zjawisk ekonomicznych. Pasjonat muzyki, sztuki, architektury i biegania.

 

 

fot. Katarzyna Pyrchała / katarzynapyrchala.com / oMatko! Święta w stylu slow!

 

 

Anna Meres autor artykułu

Reklama

Polecamy!