oMatko!

Magazyn świadomych rodziców

#25zomatko / Felietony

MA(MA)NIFEST

Nie ma ludzi idealnych, nie ma idealnych kobiet. Ale są takie matki. Głęboko w to wierzę, choć wszyscy wokół powtarzają mi, że to nieprawda. Jestem mamą. Mam swój ideał. Wierzę w siebie.

Duma z posiadania dziecka i sprawdzania się w nowej dla mnie roli rośnie wprost proporcjonalnie do chęci pysznienia się. Jestem super-mamą. Mówię to i piszę – nieskromnie i otwarcie, z całą świadomością i mocą tych słów. Jestem najlepszą wersją siebie dla mojego Syna. Każda z nas taka jest, czyż nie? Kto nam, matki, zabroni nazywać się idealnymi?

Oczywiście ideały bledną, nierzadko mają podkrążone oczy z niewyspania, włosy w nieładzie i nawiedzone płaczem oczy. Sukcesy matki, ku naszemu zdumieniu, czasem mają barwę szarą i nijaką, wcale nie są olśniewające. Czasami trafiamy w labirynty strachu i pośpiechu. Ale po to właśnie są mężczyźni, duzi i mali, by opanowywać nagłe kryzysy. Czyż nie jest tak, dziewczyny (żony/ partnerki/ konkubentki/ matki)? To również dzięki nim uśmiechamy się często, bo przecież mamy mnóstwo powodów do śmiechu.

Składam bałwochwalczą cześć wszystkim mamom. Bo dla mnie każda z nas jest idealna. Według własnej miarki i dla swojego dziecka.

Mój Syn niedawno skończył rok. Ten czas uświadomił mi, jak wiele zyskałam, dzięki niemu. On w ciągu roku zdołał obrabować mnie z czasu i ubezwłasnowolnić, zdążył także poplamić większość moich koszulek (na ramionach i dekolcie). Mimo tego uważam, że macierzyństwo to piękna sprawa. Myślę tak rano i po południu, myślę tak wieczorem.

Henio dał mi cierpliwość, na której brak cierpiałam zawsze. Dał mi jeszcze więcej odwagi. I spokój mi sprezentował. Absolutny, niezachwiany spokój. Na każdej płaszczyźnie życia (rany, jak cudownie go mieć!). Dał mi coś jeszcze: poczucie, że wiem, czego nie chcę. Bo czego chcę, wiedziałam zawsze. Dodatkowo to On sprawił, że mogę i pozwalam sobie być letnia i nudna, i to jest wspaniałe! Gwiżdżę na mnóstwo rzeczy, bo one już nie są istotne.

Macierzyństwo to sprawa piękna, ale też dzika. Od kiedy jestem matką częściej ogarnia mnie gniew. Gdy czytam lub słyszę, że komuś nie odpowiada (komuś się nie podoba/ ktoś gani i się sprzeciwia), że matka nie urodziła naturalnie, nie karmi piersią albo karmi za długo (względnie za krótko), karmi lub przewija publicznie, ma zbyt beztroski stan umysłu lub ciała, jest przygaszona lub markotna, prowadzi nazbyt hulaszczy styl życia, wygląda nędznie albo… ma świetliste oko i bezwstydnie wysportowane ciało z arogancko zarysowanymi mięśniami i to miesiąc po porodzie! Zbrodniarka. To straszne, to szalone, to cudowne!

Wokół Anny Lewandowskiej utworzyło się czujne gremium złożone z żurnalistek, poetów i mężczyzn, którzy wykazują mądrość i rozwagę (w cudzych, kobiecych sprawach). Pozwólcie, że się wtrącę życzliwie. Jestem świadoma tego, że społeczeństwo nigdy nie wybacza młodości, mocy i entuzjazmu. Wiem, że pracowitość według niektórych jest źródłem wszelkiej brzydoty. Mimo tego: sprzeciwiam się. Za dużo sensacji, za dużo paradoksów. Bo to nic więcej, ani nic mniej. Ten felieton jest wymierzony personalnie we wszystkich, którzy karmią się nietolerancją, niezrozumieniem i przeświadczeniem, że trzeba inaczej, że wiedzą lepiej niż my, mające we własnych rękach własne dzieci, losy, hantle, butelki z mlekiem modyfikowanym lub lody.

Ja dla wszystkich mam i ich wyskoków (dla tych, które nie skaczą również) mam ten sam uśmiech: pełen uwielbienia, adoracji i zrozumienia. Bo przecież wszystko, co potrafimy, to być sobą, kimkolwiek jesteśmy. Bądźmy z siebie zadowolone. Tak po prostu. Tak nieodwołalnie.

Drogie Mamy, chciałabym Wam przypomnieć uprzejmie, że jakby się sprawy nie miały, jesteśmy w każdym calu doskonałe.

Katarzyna Burzyńska-Sychowicz autor artykułu

Reklama

Polecamy!