oMatko!

Magazyn świadomych rodziców

#25zomatko / Mamy pomysł na biznes

Mamy pomysł na kolki, czyli Szumiący Miś Whisbear

Jest kwietniowy poranek na warszawskim Powiślu. Podążam taksówką na umówione spotkanie, podczas którego mam poznać dwie siostry – mamy, właścicielki prężnie rozwijającej się firmy Whisbear®. Kiedy docieram na miejsce, od progu wita mnie z uśmiechem pomysłodawczyni marki, Zuzanna. W biurze czeka już jej siostra, Julia, która przytula do siebie kilkumiesięcznego syna, Kazika. Dziewczyny nie siedzą w garsonkach, ani starannie skrojonych koszulach. Wyglądają i zachowują się swobodnie, a między nami szybko skraca się dystans. Zuzia i Jula – normalne kobiety, mamy, które w biegu dnia codziennego, jak każda z nas, muszą odebrać dzieci z przedszkola.

Rozsiadłyśmy się wygodnie na kanapie i zaczęłyśmy rozmawiać – w przyjaznej atmosferze, popijając kawę. Bez planu i ułożonych pytań. To była rozmowa od serca, z której relację przedstawiam poniżej. Serdecznie Wam ją polecam!

 

OD POCZĄTKU

 

Bardzo dokładnie przeprowadzałam analizę biznesów, których twórczyniami są mamy. Interesował mnie zarówno pomysł, jak i konsekwencja w jego realizacji. Szukałam czegoś naprawdę dobrego. Pomyślałam – rozejrzyj się wokoło. Co widzisz? I dojrzałam. W pokoju mojej córki od roku pomieszkiwał, uchwycony szczebelków łóżeczka, Miś. Był to Szumiący Miś Whisbear®, który pomaga dzieciom w zasypianiu. Gdy go spostrzegłam, już wiedziałam, że moimi gośćmi będą Julia Sielicka-Jastrzębska i Zuzanna Sielicka-Kalczyńska, dzięki którym w wielu domach zapanował spokojny sen.

 

 

POMYSŁ

 

Kiedy zostajemy rodzicami, codziennie mamy do czynienia z różnymi sytuacjami, podczas których zdarza się nam myśleć: „Szkoda, że ktoś nie wymyślił czegoś do…”. Właśnie w takich momentach, bardzo często w głowie zapala się żarówka i nagle mama krzyczy – Eureka! Mam pomysł!

Jak było w przypadku Szumiącego Misia? Zuzanna Sielicka-Kalczyńska opowiada, że kiedy pięć lat temu jej pierwszy syn cierpiał na kolki, używała suszarki, której szum go uspokajał. O jej zbawiennym działaniu dowiedziała się od innej mamy, która także w ten sposób pomagała zasnąć swojemu dziecku.

– Ja z tą suszarką po prostu siedziałam w nocy, żeby też nie przeszkadzać mężowi i żeby jej nie zostawiać bez nadzoru, w toalecie, dosłownie na tym kablu, w środku nocy, z synem na sobie – wspomina. W późniejszym czasie dowiedziała się, że istnieje płyta z nagranym dźwiękiem szumu. Kupiła ją i od tego czasu się z nią nie rozstawała. – To nie był czas aplikacji w telefonach, era smartfonów dopiero się zaczynała – dodaje Zuzanna.

Podczas jednego ze spotkań towarzyskich rozmowa zeszła na temat trudów macierzyństwa. Jedna z obecnych mam wyraziła zdziwienie, że na rynku nie ma zabawki, która szumi. – Jeszcze tego samego wieczoru zweryfikowałam to w Internecie i odkryłam, że tego typu zabawki istnieją w Stanach Zjednoczonych, ale nie wiedzieć czemu nie pojawiły się na polskim rynku albo wiedza o ich istnieniu nie była rozpowszechniona. Zaczęłam analizować ten temat i zastanawiać się nad tym, jaka powinna być taka zabawka. Zrozumiałam, że takie urządzenie byłoby bardzo przydatne, z powodzeniem zastępowałoby stosowaną przez rodziców suszarkę. Pojawiła się potrzeba, za którą podążyłam i postanowiłam ją zgłębić. Tak to się wszystko zaczęło.

 

 

PLAN

 

– Zuza i jej mąż Filip dość szybko napisali biznes plan, który w dalszym ciągu realizujemy. Jednak rozwijanie własnego biznesu było trudne do połączenia z macierzyństwem, stąd upłynęły cztery lata, zanim projekt wystartował – opowiada Julia Sielicka-Jastrzębska. – Podczas urlopu  macierzyńskiego także ja odczułam potrzebę zrobienia czegoś dla siebie. Nie wyobrażałam sobie powrotu do pracy, dlatego w 2013 roku dołączyłam do Zuzi i jej ówczesnej wspólniczki i zaczęłyśmy rozkręcać firmę na dobre – dodaje. W tym samym roku Zuzanna podjęła decyzję o wzięciu kredytu pod zastaw swojego mieszkania, a pieniądze z tego tytułu zostały przeznaczone na produkcję.

Zuzanna i Julia zgodnie podkreślają, że od samego początku mogły liczyć na stuprocentowe wsparcie ze strony swoich bliskich, zwłaszcza mężów. Nawet jeśli byli bardzo zdziwieni, kiedy ich żony oznajmiły, że zamierzają produkować Misie w Polsce i jakiekolwiek chińskie akcenty nie wchodzą w grę. Ich determinacja oraz wiara rodziny w powodzenie projektu sprawiły, że udało im się zrealizować założony cel.

– Od samego początku miałyśmy wyraźną wizję tego, jak Szumiący Miś powinien wyglądać. Wiedziałyśmy, że nie pójdziemy na żadne kompromisy, choć nasi mężowie próbowali wtrącić swoje trzy grosze. Myślę, że ostatecznie są z nas dumni – śmieje się Julia.

 

 

SZUMIĄCY MIŚ

 

– W zasadzie nie wymyśliłyśmy niczego nowego. Zmieniłyśmy pomysł, który funkcjonował już w Stanach Zjednoczonych i dostosowałyśmy go do naszych warunków. Stwierdziłyśmy, że amerykańskie zabawki są tworzone przez osoby, które nie są mamami i nie mają w tym zakresie takiego doświadczenia, jak my – zauważa Zuzanna. Istniejące zabawki posiadały wyłącznie opcję pięciominutowych cykli szumu, co dla każdej mamy jest zaledwie namiastką tego, czego naprawdę potrzebuje – podsumowuje.

– Nasze doświadczenie przejawia się również w samym projekcie Misia – jego łapki wyposażone są w magnesy, dzięki którym można przyczepić go np. do wózka. Wszystkie funkcjonalności zabawki wynikają bezpośrednio z autopsji – mówi Julia. – Czasami w nocy, kiedy mój syn się przebudzi i jęknie, nie zdążę jeszcze dojść do pokoju, a on już śpi, ponieważ Szumiący Miś jest szybszy ode mnie – śmieje się Zuzanna. – Szum w swoim założeniu ma być na tyle długi, by zaspokajać potrzeby dziecka.

Doświadczenie właścicielek marki Whisbear® jako mam, pozwoliło finalnie na stworzenie 40-minutowego szumiącego dźwięku, którego długość została dostosowana do realnych potrzeb maluchów i ich rodziców. Ponadto innowacyjna funkcja CRYsensor rozpoznaje płacz dziecka i od razu reaguje uspokajającym szumem, by po 20 minutach ponownie przejść w tryb czuwania. Ta funkcjonalność powstała dzięki prośbom innych mam. Swoją rolę odegrał tu również trzeci syn Zuzanny, Józek, który często wybudzał się w nocy.

 

 

 

MISJA

 

Dziewczyny przywiązują bardzo dużą wagę do uświadamiania rodzicom, jak bardzo szum jest potrzebny noworodkom i niemowlętom. Cały biznes opiera się na chęci niesienia pomocy mamom i informowania ich o dobrodziejstwach płynących z szumiących dźwięków. Właścicielkom firmy zależy, by rodzice wiedzieli, że ich produkt nie jest kolejnym chwytem marketingowym, lecz realną pomocą w opiece nad dzieckiem.

Julia czasem spotyka się z opiniami mam, które nie widzą sensu w kupowaniu Szumiącego Misia i decydują się na uspokajanie dziecka przy piersi. – A my chcemy, by dzięki Szumiącemu Misiowi mamy mogły na chwilę odetchnąć, zjeść śniadanie czy spokojnie skorzystać z toalety – podkreśla. – Niektóre kobiety zarzucają nam, że proponujemy Misia zamiast mamusi. To nie tak. Prawda jest taka, że mama też ma własne potrzeby, chce wrócić do siebie po porodzie, pragnie na nowo poczuć swoje ciało. I właśnie Szumiący Miś na to pozwala. Dajemy mamom możliwość wypicia kawy – dodaje Zuzanna.

– Dzięki naszym działaniom możemy informować rodziców o metodzie 5S dra Karpa, o potrzebach IV trymestru, a także rozwoju sensorycznym u starszych dzieci. Chciałyśmy, by nasz Miś nie był jedynie kolejną zabawką, ale niósł konkretne przesłanie – mówi Julia. – Whisbear® to nie jest zwykły gadżet, jak na przykład podgrzewacz do butelek. To znacznie więcej. Szumiący Miś ma zapewnić swego rodzaju opiekę dziecku i wsparcie poporodowe jego mamie – dopowiada Zuzanna.

– Kobiety bardzo często boją się macierzyństwa i czasu tuż po porodzie. Są przerażone perspektywą kolek, przeżywają też traumy innych matek. Szumiący Miś ma być pomocnikiem mamy, my nazywamy go strażnikiem snu – mówi Julia, a Zuzanna dodaje – Mamo, masz teraz swoje 40 minut, idź się spokojnie wykąp, zregeneruj się.

Siostry chcą, by mamy nie czuły wyrzutów sumienia dlatego, że przez kilkadziesiąt minut nie trzymają przy sobie dziecka. Podkreślają, że same są zwolenniczkami rodzicielstwa bliskości, swoje maluchy noszą w chustach i zdarza się, że z nimi śpią. Zależy im, by mamy przestały być okrutne w stosunku do siebie samych i pozwoliły sobie na chwilę odpoczynku. – Szum Misia jest przypomnieniem dźwięków z brzucha mamy, a nie zagłuszaczem płaczu dziecka. To gwarancja poczucia bezpieczeństwa dla maluszka, która działa nawet wtedy, gdy odkładamy je do łóżeczka – tłumaczy Julia. – Staramy się przekazać mamom, że Miś może być w pewnym sensie jej przedłużeniem. Nie próbujemy nikomu wciskać gadżetów, ofiarujemy jedynie realną pomoc.

 

 

MACIERZYŃSTWO I BIZNES

 

Wiele kobiet z pewnością zastanawia się, jak łączyć prowadzenie własnej firmy z byciem mamą. Zdaniem Zuzanny najważniejszą kwestią jest przede wszystkim wiara w to, co chcemy robić.  – Jeśli nie widzisz sensu w tym, czym się zajmujesz, po kilku miesiącach nie będziesz mieć energii do działania. Nawet, gdy masz dzieci i prowadzisz firmę, ale wierzysz w to, co robisz, wówczas napędza cię niesamowita siła – podkreśla.

– Wiesz, w Polakach drzemie takie dziwne przeświadczenie, że chcą robić coś nowego. Nieważne co by to było, najważniejsze, by był to wynalazek. Zuzia ma bardzo często do czynienia z Amerykanami i oni wyznają zupełnie inną zasadę. Mówią: „Hej! Ale dlaczego się przejmujesz, że coś już istnieje na rynku? Zrób to lepiej!”. Widzimy, że ludzie często są blokowani właśnie przez taki tok myślenia, boją się podjąć ryzyko, z obawy, że podobna rzecz funkcjonuje już na rynku – zauważa Julia. – Musisz odpowiedzieć sobie na pytanie, czego tak naprawdę Ty chcesz, nie Twój mąż, teściowa czy sąsiadka. Chcesz wrócić na etat, ponieważ rozwija Cię praca w korporacji? Super. A może rozwijasz się dzięki gotowaniu i czytaniu książek? Też świetnie. Nie każda kobieta musi prowadzić swoją firmę, przecież każda z nas jest inna – dodaje Zuzanna.

Dziewczyny poczuły, że nie chcą podążać żadną inną drogą zawodową, niż tą, którą wybrały. Wiedziały, że nie porzucą swoich planów, by potem zastanawiać się, dlaczego nie zaryzykowały. To także zasługa ich mamy, która powtarzała, że trzeba dać sobie szansę i nie żałować, że nie zrobiło się wszystkiego, by coś mogło się wydarzyć.  – Nasza mama nauczyła nas, że warto być aktywnymi zawodowo cały czas i że dobrze jest robić coś swojego. Zwracała też uwagę na to, by kobieta miała własne zajęcia – opowiada Julia. – Chcemy, by tak samo widziały nas nasze dzieci i tego pragniemy je nauczyć. Szczęśliwa i spełniona mama, to szczęśliwe dziecko – kończy Zuzanna.

 

Gdy oddawaliśmy pierwszy numer do druku, zza oceanu dotarła do nas informacja, że marka Whisbear® wzięła udział w warsztatach „Blackbox Female Founders” tworzonych we współpracy z „Google for Entrepreneurs” . Ten polski start-up został wytypowany przez Campus Warsaw jako jeden z najbardziej interesujących biznesów prowadzonych przez kobiety i posiadający potencjał globalnego rozwoju. Serdecznie gratulujemy!

 

Anna Meres autor artykułu

Reklama

Polecamy!