oMatko!

Magazyn świadomych rodziców

#25zomatko / Mamy pomysł na biznes

Mamy pomysł na trening, czyli Monika Garboś Trener Mama

Temat powrotu do formy sprzed ciąży towarzyszy chyba każdej młodej mamie. Czytamy o tym, gdy jesteśmy w ciąży, gdy stawiamy pierwsze kroki po porodzie i próbujemy swoich sił, wykonując polecenia trenerek z ekranu komputera. Jednak dbanie o formę nie dotyczy tylko naszego wyglądu i ciała. To także trening duszy. Młode mamy przygotowują się do nowej roli na zajęciach w szkołach rodzenia, później uczestnicząc w spotkaniach z doradcami chustonoszenia czy trenerami personalnymi.

Poznajcie Monikę Garboś, Trener Mamę – mamę trójki dzieci, doradcę chustonoszenia, trenerkę Crossfit, blogerkę i organizatorkę warsztatów dla mam EOMEONI, która skutecznie poprawia samopoczucie matek w Polsce.

 

 

NAUCZYCIELKA WF-U? TO NIE DLA MNIE!

 

– Gdy prawie 10 lat temu zaszłam w pierwszą ciążę, chciałam przejść przez nią niestandardowo i przede wszystkim aktywnie. W tamtym czasie, w moim 100-tysięcznym mieście nie organizowano żadnych aktywności dla kobiet w ciąży, dlatego na spotkania dla przyszłych mam zaczęłam jeździć do oddalonego od mojej miejscowości o 70 km Wrocławia – wspomina Monika Garboś.

10 lat temu Monika była dopiero na początku swojej zawodowej drogi – po skończonych studiach stawiała pierwsze kroki w rodzinnej firmie odzieżowej. Dlatego, gdy na świecie pojawił się jej pierwszy syn, poczuła ogromną chęć stworzenia w swoim mieście miejsca, klubu, w którym mamy mogłyby napić się kawy, wymienić się ze sobą doświadczeniami oraz spędzić aktywnie czas na dedykowanych dla nich zajęciach związanych z aktywnym i świadomym macierzyństwem.

– Zaczęłam kompletować kursy, szkolenia, dzięki którym mogłam rozpocząć pracę z mamami. Bardzo chciałam prowadzić zajęcia ruchowe dla kobiet w ciąży „Aktywne 9 miesięcy”. Wymogiem dołączenia do tego programu szkoleniowego było posiadanie dyplomu AWF lub instruktora fitnessu – opowiada i dodaje: – Rozpoczęłam roczny kurs instruktorski i absolutnie się w tym odnalazłam! Poczułam, że to właściwy dla mnie kierunek, można powiedzieć, że wróciłam do „korzeni”. Od zawsze byłam związana ze sportem, powinnam była iść na AWF, ale rozsądek w tamtym czasie brał górę. Myślałam: Co ja będę robić po AWF-ie? Zostanę nauczycielką WF-u? – śmieje się Monika.

I właśnie to zdroworozsądkowe podejście sprawiło, że Monika skończyła studia licencjackie na kierunku Public Relations, a następnie na półtora roku wyjechała do Drezna, gdzie uczyła się w szkole projektowania odzieży. Obrała drogę, która miała zaprowadzić ją wprost do firmy odzieżowej rodziców. Ale natury nie oszukasz. Dlatego dzięki ukończeniu rocznego kursu instruktora fitness oraz szkolenia „Aktywne 9 miesięcy” Monika mogła rozpocząć nowy, aktywny etap swojej kariery zawodowej.

Dwa i pół roku po urodzeniu pierwszego dziecka Monika zaszła w drugą ciążę. Gdy na świecie pojawił się Cyprian, całkowicie oddała się treningowej pasji.

– Wtedy już pociągnęłam temat na maksa! Zrobiłam kurs doradcy chustonoszenia, kurs instruktora masażu Shantala i rozpoczęłam współpracę z klubem fitness dla kobiet, w którym prowadziłam zajęcia dla mam – opowiada Monika Garboś.

Pod jej skrzydłami mogły trenować i rozwijać się kobiety w ciąży oraz mamy maluchów. Na dedykowane dla siebie zajęcia przychodziły też mamy na treningi z wózkami. Tak powstała FemiMama.

 

 

DO BIEGU, GOTOWA… GAJA!

 

Czas mijał, dzieci rosły i im starsi byli synowie Moniki, tym ona oddalała się od tematów macierzyńskich.

– Nie było już mi z tym po drodze. Przestawałam to czuć, bliższy stał mi się kierunek treningu funkcjonalnego – pilates, bodyArt oraz Crossfit, w którym totalnie się zakochałam. Stwierdziłam, że to jest to, co daje mi wielką satysfakcję i co chcę robić. Dla siebie – wyjaśnia Monika. – Zaczęłam rozwijać się jako trener i inaczej spojrzałam na kwestię zajęć dla mam. Moi synowie byli już wówczas duzi, tematyka malutkich dzieci i ich kupek była już dla mnie nudna – śmieje się.

Jak poczuła, tak zrobiła. Sięgnęła po więcej, realizując kurs, a następnie zdając egzamin na trenera Crossfit level 1. W tamtej chwili było to szczytem jej marzeń, dlatego gdy tylko pojawiła się taka możliwość, wraz z innym trenerem i mężem Olkiem, założyła klub box crossfitowy – Crossfit Lubin, w którym od dwóch lat prowadzi zajęcia z Crossfitu oraz innych form treningu funkcjonalnego.

– Stałam się bardzo skoncentrowana na prowadzeniu zajęć oraz na ciągłym doszkalaniu siebie jako trenera. Gdy byłam w swojej szczytowej formie, pewnego dnia okazało się, że… jestem w ciąży! – uśmiecha się Monika. – Tak, planowaliśmy z Olkiem trzecie dziecko, może kiedyś, w przyszłości, ale akurat wtedy było to dla nas szokiem! Moja sprawność i sportowe umiejętności były na naprawdę wysokim poziomie, więc początkowo nie mogłam oswoić się z nową myślą – opowiada z uśmiechem.

Los zdecydował, że FemiMama wróci! Jednak w nowej, całkiem odmienionej odsłonie. Wraz z oczekiwaniem na narodziny pierwszej córki, Gai, rozwijał się projekt Trener Mama – blog prowadzony na Facebooku, kanał na YouTube oraz Instagramie. Przyszłe mamy mogły przejść przez cały etap swojej ciąży pod wirtualną opieką Moniki, która motywowała je do aktywnego spędzenia tych 9 miesięcy.

– Rozwiewałam mity na temat treningów kobiet w ciąży, pisałam na temat tego, co wolno przyszłym mamom, kto i jakiego typu ćwiczenia może wykonywać. Jako mama trójki dzieci wszystko opierałam na własnym doświadczeniu osobistym oraz zawodowym – mówi.

Wszystko odbywało się pod nadzorem ginekologa Moniki, który popierał jej często niestandardowe podejście do tematu aktywności przyszłych mam. Oboje wypracowali kompromisowe rozwiązania, jako podstawę traktując bezpieczeństwo i zdrowy rozsądek.

– Każda ciąża jest inna, tak jak każda kobieta. Nasze predyspozycje, forma mają ogromne znaczenie. Nawet mój organizm, który był przyzwyczajony do wysiłku fizycznego, na początku trzeciej ciąży kazał mi zwolnić. Dlatego chciałabym, aby kobiety dostosowywały swoją aktywność fizyczną w ciąży do swoich możliwości i nie sugerowały się innymi – tłumaczy i dodaje – Zależy mi na propagowaniu u przyszłych mam w prawidłowej ciąży treningu funkcjonalnego, czyli takiego, który przenosi się na życie codzienne, naśladuje naturalne ruchy naszego ciała. Gdy kobieta wysiada z samochodu, używa mięśni brzucha, robi to również podczas podnoszenia się z kanapy. Mięśnie rąk są angażowane, gdy matka musi sięgnąć do wyższych półek z talerzami lub kiedy wkłada starsze dziecko do fotelika. Wszystkie tego rodzaju ruchy są funkcjonalne, uruchamiają mięśnie. Dlaczego w takim razie, idąc na trening, kobieta ma nie użyć mięśni brzucha?

 

 

KOBIECY PIERWIASTEK

 

Trzecia ciąża Moniki stała się dla niej swego rodzaju misją, sprawiła, że może towarzyszyć przyszłym mamom od pierwszych chwil ich przygody z macierzyństwem. Czuła dużą pewność siebie – zarówno jako trener, jak i mama – i chciała się tym dzielić z innymi kobietami.

– Kiedy byłam na etapie posiadania małych dzieci, realizowałam się w tematach maluchów, gdy moi synowie rośli, moje zainteresowania także się zmieniły. Wiarygodność jest dla mnie najważniejsza, dlatego trzecia ciąża i pierwsze miesiące życia Gai pozwoliły mi znów z pełną odpowiedzialnością pracować z przyszłymi i młodymi mamami. Chciałam pokazywać to, co w danym momencie życia jest „moje” – tłumaczy Monika.

Po urodzeniu Gai Monika pokazywała na nagrywanych przez siebie filmach, jak wyglądają jej pierwsze poporodowe treningi, które były trudniejsze niż zakładała.

– Wizja mojego porodu znacznie różniła się od finału. Marzył mi się poród naturalny, najlepiej przy dźwiękach muzyki, w domu (ku przerażeniu mojego męża!). Skończyło się na cięciu cesarskim. Dlatego trzecia ciąża, jak i sam poród, były dla mnie trudną lekcją. Bez niej nie wiedziałabym, co poradzić kobiecie po cesarce. Znałam teorię, wiedziałam, ile zwyczajowo czasu należy poświęcić na regenerację, ale nie doświadczyłam tego na własnej skórze. Cieszę się, że mogę pomagać mamom, wiedząc, o czym mówię – tłumaczy.

Ale praca Moniki to nie tylko prowadzenie treningów, nagrywanie filmów z ćwiczeniami i pisanie merytorycznych treści na blogu.

– Pojawienie się na świecie Gai spowodowało, że moje życie bardzo się zmieniło. Dotychczas byłam mamą synów, aż tu zakorzenił się w mnie kobiecy pierwiastek, który zaczął kwitnąć i sprawił, że zmieniłam się ja i moje pomysły, stałam się bardziej kreatywna. Odkąd Gaja skończyła miesiąc, towarzyszy mi wszędzie. To dzięki niej projekt Trener Mama wciąż się rozwija, ponieważ moje plany są tak układane, by córka mogła mi towarzyszyć w ich realizacji – opowiada Monika.

 

 

EOMEONI

 

Coraz większą popularnością cieszą się sportowe obozy wyjazdowe, organizowane przez różne trenerki. Ich koncepcja bardzo spodobała się Monice, która pewnego dnia pomyślała: A gdyby tak organizować wyjazdy skierowane dla młodych mam? Nie sportowe, agresywne, ale przepełnione pozytywną energią, uspokajające i dodające kobietom siły? Od pomysłu do realizacji minął zaledwie tydzień!

– Nie chciałam, by nazywało się to zwyczajnie „obóz dla mam”. Jak to brzmi? – śmieje się Monika – Razem z mężem zaczęliśmy zastanawiać się nad nazwą i wtedy on zasugerował: – Zobacz, jak w różnych językach brzmi słowo „mama”. – I sprawdziłam. Okazało się, że w większości języków mama, to po prostu „mama”, ale nie w języku koreańskim. I tak właśnie powstały warsztaty dla mam „EOMEONI. Jesteś silna, bo jesteś mamą” – mówi Monika.

Warsztaty Trener Mamy, tak jak i ich nazwa, nie są typowymi spotkaniami dla mam. Nie znajdziecie na nich sztywnego harmonogramu i pełnej listy zajęć, które będą odbywać się w określonej kolejności. EOMEONI to wyjazd dla mam i ich maluchów, które chcą odpocząć, wymienić się swoimi doświadczeniami, czerpać z wiedzy innych kobiet, wspólnie spacerować, pływać czy uczyć się chustonoszenia.

– To niesamowite, jak podobne umysły i osobowości się przyciągają. Na warsztatach nie goszczą przypadkowe osoby, które mogą być zaskoczone formułą naszych spotkań – mówi z uśmiechem Monika. – Cieszę się, że czujemy się jakbyśmy znały się od zawsze, mamy wiele wspólnych tematów. To, co jest dla mnie najważniejsze, to ich słowa. Dziewczyny mówią, że nasze wyjazdy są dla nich idealną formą relaksu, a jednocześnie dają szansę na spędzenie czasu ze swoim dzieckiem. Wśród naszych uczestniczek są już podwójne i potrójne mamy, dla których wyjazd na warsztaty daje możliwość pobycia tylko z najmłodszym dzieckiem i oddania mu stuprocentowej uwagi. Mamy kilkorga dzieci wiedzą, o czym mówię – dodaje.

 

 

KOMPLETNA UKŁADANKA

 

Czy ciężko jest się odnaleźć rodzinie, która przez kilka lat funkcjonowała jako królestwo mężczyzn? Jak ułożyć rodzinę na nowo, gdy nagle pojawia się trzecie dziecko, w dodatku dziewczynka?

– Nasza rodzina się przemeblowała, na nowo się ułożyła. Każdy znalazł w niej nowe miejsce. Mam wspaniałego męża, który świetnie odnalazł się w roli potrójnego taty i ojca córki. Wszystko wyszło u nas naturalnie, nie czytaliśmy poradników Jak poukładać rodzinę z dwójką synów i jedną córką. Olek jest bardzo mocno zaangażowany w życie rodzinne i to on zajął się chłopcami, dając mi tym samym przestrzeń, bym mogła nacieszyć się córką. Teraz widzę, że dla Gai mam więcej czasu, niż miałam dla drugiego syna. Różnica między moimi chłopcami była mniejsza, dlatego też, gdy Cyprian był malutki, często usypiałam go na rękach, czytając bajki na dobranoc starszemu synkowi – wspomina Monika.

Teraz, gdy chłopcy są starsi, samodzielni, a ich wieczorne rytuały przejął mąż Moniki, ona może poświęcić czas najmłodszemu dziecku. Ale jak to w wielodzietnej rodzinie bywa, niekiedy czas trzeba dzielić na kilka części.

– Czasami, gdy Olka wieczorami nie ma, radzimy sobie we czwórkę. Moi synowie byli zmuszeni nauczyć się samodzielności w wielu czynnościach, ponieważ ja nie zawsze mogę im pomóc. Oczywiście przez to mam też wyrzuty sumienia, jak, kurczę, każda matka. Jest wiele rzeczy, z którymi muszą radzić sobie sami, ale tłumaczę sobie to tak – i naprawdę głęboko w to wierzę – że ta samodzielność wyjdzie im na dobre. Ostatnio, gdy byliśmy sami w domu, ja kładłam Gaję, a chłopcy myli się w łazience. Wiedzieli, że muszą się wykąpać, umyć zęby i przebrać w piżamy. Ja po uspaniu córki miałam przyjść do nich do pokoju. Miałam okazję podsłuchać, jak ze sobą rozmawiają, i byłam zaskoczona – gdy wiedzieli, że są sami i nikt ich nie „pilnuje”, to stali się tacy samodzielni i odpowiedzialni za siebie nawzajem. Młodszy pouczał starszego: – Mama powiedziała, żebyśmy umyli się tym mydłem, więc nim się umyj. – A starszy wtórował: – Wychodź już z wody, bo jest zimna i ubierz piżamę. – Oni rozmawiali, a ja miałam łzy w oczach.

 

fot. @monika_trenermama

Anna Meres autor artykułu

Reklama

Polecamy!