oMatko!

Magazyn świadomych rodziców

#25zomatko / Felietony

Nigdy nie mów „nigdy”, jeśli nie rozumiesz

Odkąd sięgam pamięcią, w wyobrażeniu siebie samej w dorosłym życiu widziałam silną, ambitną, samotną (o proroctwo!) kobietę. W tej wizji miałam czasami jakiegoś męża, ale nigdy nie wyobrażałam sobie, że mam dzieci, choć w czasach, w których się urodziłam, parytety, dyskusje o gender i samotność z wyboru nie istniały powszechnie. Wręcz przeciwnie. Wszystkie seriale były o poszukiwaniu tej jedynej miłości, żyjące w pojedynkę kobiety po 25. roku życia nazywano starymi pannami, każde małżeństwo było po to, żeby założyć rodzinę (czyli mieć dzieci). Do tego wszystkiego moi rodzice byli przykładem tradycyjnego modelu: ojciec – choć z partnerskim podejściem, to jednak głowa rodziny, mama – dbająca o dom żona, z kobiecym zawodem pozwalającym na zajmowanie się dziećmi. Nie mam więc pojęcia, skąd taki właśnie pomysł na siebie od najmłodszych lat.

Nie lubiłam bawić się w dom. Nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek bawiła się w bycie mamą. Poważnie. Mogłam być tajną agentką, księżniczką, kotem, wróżką… Ale w mamę nigdy się nie bawiłam. Zawsze lubiłam tworzyć, rysować, budować, włóczyć się po okolicy, zapędzając się coraz dalej od domu. W latach nastoletnich zero buntu, dobre stopnie i wciąż – zero marzeń o dzieciach. Wcale nie uważałam, że to oczywiste, że będę mieć rodzinę. Wciąż za to marzyłam o tym, że będę robić coś fajnego. Mnóstwo tego było, co miesiąc marzyłam o czymś innym, ale nie o byciu mamą.

Jak jest dziś?

Jestem silną, ambitną, wykształconą i samotną kobietą. Jedyne, czego się obawiam i co budzi we mnie lęk, to utrata zdrowia i bliskich. Mam poczucie, że ciesząc się dobrą kondycją oraz mając rodzinę i przyjaciół, mogę pokonać każdy problem. Jeszcze niedawno wciąż nie wyobrażałam sobie, że mogłabym mieć dzieci. Nie chciałam. Nie rozumiałam, co w tym takiego oczywistego i niewiele osób rozumiało, jak można nie chcieć. Powiedziałam nawet w jednej z rozmów z przyjaciółmi, która dotyczyła właśnie powiększania rodziny: „Nie chcę mieć dzieci. Tak, jak Wy nie rozumiecie, czemu nie chcę, tak ja nie rozumiem, czemu Wy chcecie. Może jestem jakaś wybrakowana i chyba NIGDY to się nie zmieni. Nic z tym nie zrobię”. W pewnym krytycznym dla mnie momencie zaczęłam przyglądać się różnym parom – znajomym lub nieznajomym, które mają dzieci. Pierwsze obserwacje doprowadziły mnie do wniosku, że chcesz mieć dzieci, gdy trafiasz na partnera, który będzie odpowiedzialny i zaangażowany, i że po prostu mój taki nie jest, więc lipa – tak wyszło, trudno (tak, kiedyś byłam w poważnym związku 😉 rozpadł się, a jakże 😊). Jednak pewnego niedzielnego popołudnia zaobserwowałam taką scenę w tramwaju:

Do pojazdu weszła para z dwójką dzieci – dziewczynką i chłopcem. Usiedli, rozmawiali, dzieci zachowywały się grzecznie. W pewnym momencie dziewczynka zauważyła, że na jej sukience jest plama i zaczęła płakać. Tata spytał: „Co się stało? Pokaż… Nie martw się, to tylko plama, wypierzemy, nic się nie stało” – i przytulił córkę. Mama pogłaskała ją po głowie i coś do niej powiedziała, nie słyszałam, co dokładnie. Na jej kolanach siedział chłopiec. I to był moment, w którym nie tyle zrozumiałam, co poczułam, o co w tym chodzi. W tej scenie dostrzegłam i poczułam intymność, jaka istniała między członkami tej rodziny. Coś na kształt niewidzialnej nitki, jaką byli otoczeni w huczącym tramwaju. Ważne było to, jak rodzice porozumiewali się między sobą spojrzeniami, i to, jak dzieci im ufały. Olśniło mnie, że pragnienie dzieci bierze się z miłości, której ja nie poznałam, i z intymności, której nie udało mi się zbudować. Nikt mnie nie kochał jeszcze tak mocno i prawdziwie, nie byłam z kimś, z kim czułabym się tak dobrze, żeby chcieć jeszcze więcej. To nie tylko kwestia tego, jaki jest sam partner – to za mało. Chodzi o to, jaka jest więź łącząca partnerów – czy jest romantyczna, troskliwa, pełna zrozumienia i akceptacji. Czy czujesz, że z tą konkretną osobą jest Ci dobrze na tyle, że nie boisz się być sobą. I to, czy zarówno ty, jak i ta druga strona, dajecie sobie na tyle dużo miłości, że czujecie, że chcecie kochać nie tylko bardziej, ale też więcej. I pomyślałam o sobie. Może gdybym poznała kogoś, z kim czułabym się tak dobrze, chciałabym mieć z nim rodzinę „dwa plus”. Już nie mówię „nigdy”, a jeśli mówię, to w żartach z samej siebie, bo przecież do tego trzeba dwojga. To nie jest zabawa dla singli.

Oczywiste? Banał? Może. Dla mnie to jedno z odkryć mojego życia.

Podam kolejny banał: Masz rodzinę i czujesz się kochany? Doceń to maksymalnie, bo masz szczęście, którego nie da Ci nic innego. I masz trochę więcej sensu w życiu. Nie musisz się bać samotności na stare lata. Może właśnie Ciebie i Twoich najbliższych przyuważył kiedyś jakiś singiel i poczuł coś, co zmieniło jego myślenie o sobie. Czy to nie jest niesamowite?

Pani S.

fot. Canva

Reklama

Polecamy!