oMatko!

Magazyn świadomych rodziców

#25zomatko / Felietony

Pole do popisu

Wychowana zostałam na wsi. Wśród królików i kaczek, tataraku, patyków i polnych ścieżek, pól kukurydzy i rzepaku. Kumplowałam się z hulaszczą zgrają chłopaków, bo do nich miałam najbliżej (przestrzennie i mentalnie). To z nimi zdzierałam kolana i bawiłam się żołnierzykami. Z nimi grałam w podchody i piłkę. Moje dzisiejsze blizny świadczą o moim ówczesnym rozhasaniu. Paradoksalnie to właśnie wieś dała mi ogromne możliwości i niczym nieskrępowaną swobodę. To na wsi zawsze czułam, że mogę więcej. Otwarte przestrzenie dawały mi dzikie pole do popisu. Tam wyobraźnia nie miała granic, śmiało można było rozbijać schematy. Tam nie było znaków zakazu i świateł stopu na każdym rogu, tam nie rozpraszały hałasy i światła czy samochodowe pomruki. Dzięki temu miałam wrażenie, graniczące z pewnością, że mogę rozbić każdy bank. Wszystkie banki świata.

Wsi spokojna, wsi wesoła – tym felietonem składam Ci hołd. To pean na Twoją cześć, list miłosny do Ciebie. Uwielbiam Cię! Za to, że dzięki Tobie nawykłam do prostoty, ale też do rozrabiania. Za to, że moje dzieciństwo było cudownie beztroskie i beztablet(k)owe: nie pamiętam, żebym chorowała na jakieś poważniejsze choroby (wieś konserwuje!), a na siedzenie w domu przed ekranem to już na pewno nie. Pamiętam jednak doskonale, jak uprawiałam marzenia ochlapane fantazją. Czy można wyobrazić sobie przyjemniejszą czynność?

Na wsi niczego się nie udaje, jest się pozbawionym podejrzliwości i zahamowań – je i rozmawia się prosto. A słowa i gesty trafiają prosto w serce (czasem faktycznie przez żołądek). Wieś ma swój charakter i uczy charakteru. Kształtuje zaciętość i upór. Wieś i rodzina nauczyły mnie ot choćby tego, że bycie w związku wymaga charakteru.

Owoc mojego związku, mój Syn, urodził się w mieście, w Warszawie. Będzie wychowywał się w kamienicy, w parkach i w basenach z kulkami. Z tramwajami, wiewiórkami, grubymi rybami i ścigającymi się szczurami, które w kulki lecą. Na szczęście oprócz zjeżdżalni na miejskich placach zabaw ma tę cudowną odskocznię, ten przywilej i niebywałe szczęście, że dziadków ma na wsi, a drudzy dziadkowie są uzbrojeni w dom z ogrodem – namiastkę wolności, którą miałam ja. To dla mnie niezwykle ważne, żeby mojego Syna nie ograniczała żadna klatka. Nawet ta schodowa.

Nie mogę się doczekać czasów, gdy Heniek będzie wykopywał ziemniaki z moim Tatą albo zbierał fasolkę z Mamą. Gdy będzie mógł zerwać sobie jabłko czy morelę prosto z drzewa, gdy będzie trząsł śliwą, by spadły dojrzałe owoce. Gdy będzie uganiał się za kotem imieniem Putin albo tym drugim – Jelcynem, gdy będzie zwiedzał budy…

Tu, w miejskim domu, ma bujane zabawki, samochody, grające komórki i psy, które mówią. Zaletą wsi jest to, że tam konie nie mają biegunów. Tam do psów będzie mógł mówić, w komórce znajdzie tylko drewno i węgiel, a zamiast aut parkował będzie taczkę.

Życie i dzieciństwo w mieście jest bardziej hermetyczne i higieniczne, sterylne i monotonne. Na wsi mamy lekarstwo na monotonię: po prostu z niej nie korzystamy.

Jestem ze wsi. To widać po mnie: jestem bezpretensjonalna. To słychać po moim perlistym i głośnym śmiechu. I czuć po usposobieniu – wesołym jak moja wieś. W gruncie rzeczy (i przede wszystkim!) wciąż jestem dziecinna. Wolę nie zmieniać jeszcze tego stanu. Bo życie to przecież są zabawy dziecięce, tylko z prawdziwymi akcesoriami. Ja moje narzędzia wciąż sobie wymyślam, bo tego nauczyłam się, gdy byłam mała. Na wsi. Bo tam nikt nie daje gotowych przyrządów do ręki. Chyba, że budujesz dom.

Ja dom zbudowałam. Zbudowałam go na solidnych podstawach. W hierarchii estetycznych zalet i ogólnego wykwintu przyznaję pierwszeństwo prostocie i uczuciom – tym uczciwym. I to właśnie chcę przekazać mojemu Synowi.

Dziś, kiedy wracam na wieś, zwalniam, nie przejmuję się, rozkoszuję się nią. Tego życzę mojemu Henrykowi i Wam, gdziekolwiek jesteście.

Mówi się, że łabędzie naszego dzieciństwa były zapewne zwyczajnymi gołębiami. U mnie nawet zwyczajne gołębie były niezwykłe. Takiego dzieciństwa pragnę dla mojego Syna.

Katarzyna Burzyńska-Sychowicz autor artykułu

Reklama

Polecamy!