oMatko!

Magazyn świadomych rodziców

#25zomatko / Felietony

Tata w pracy

Ojciec i praca. Temat, z którym codziennie mierzy się każdy samiec posiadający dzieci. Jak to pogodzić, jak ugryźć, aby obie strony – rodzic i dziecko – znalazły się w sytuacji win-win?

Czy wiem, o czym piszę? Zdaje się, że tak. Mamy z żoną dwie córki w wieku małoletnim (3 lata i 8 miesięcy), które wymagają ciągłej opieki. Jednocześnie staramy się nie umrzeć z głodu, czyli jakkolwiek zarobić na życie. Ale od początku.

Narodziny Zu, naszego pierwszego dziecka, zbiegły się z dużą rewolucją, jaką sobie zafundowałem w życiu zawodowym. Wcześniej przez wiele lat byłem pracownikiem dużych firm międzynarodowych. Było całkiem miło, bez dużego stresu, z przyzwoitymi warunkami i dużą, jak na korporację, autonomią. Pensja na konto zawsze na czas, zatankowany samochód służbowy pod domem. Po co to zmieniać?

A jednak. Od pewnego czasu nosiło mnie, nie bardzo potrafiłem odnaleźć się w tych wszystkich strukturach, na tych wszystkich spotkaniach, podczas tych wszystkich wyjazdów. Nie mój świat, po prostu. Dlatego zdecydowałem się sprawdzić, czy istnieje życie pozakorporacyjne i założyłem z przyjaciółmi niewielkie bistro w Warszawie. Dość oklepany scenariusz – zdaje się, że duża część populacji przechodzi w życiu etap pod tytułem: „może założymy knajpę?”, czego świadomość ani trochę nie zniechęciła mnie do realizacji planów. Bistro zostało uruchomione, wszystko się zmieniło. Po trzech miesiącach okazało się, że G. jest w ciąży. Zmiany!

Prowadzenie restauracji ma ten plus, że można dość elastycznie zarządzać czasem. Oprócz zwykłej satysfakcji wynikającej z faktu, że sam o sobie decyduję i nie muszę wpasowywać się w żaden z góry narzucony schemat, otworzyło to ciekawą perspektywę w kontekście rosnącego brzucha mojej żony. Gdy Zu się urodziła, mogłem wygospodarować sporo czasu i poświęcić te chwile na budowanie kontaktu z dzieckiem. Moja żona również wykonuje wolny zawód, więc oboje staraliśmy się wykorzystać elastyczność naszych zawodowych grafików, tak aby podzielić się opieką nad dzieckiem. Taki system ma dla mężczyzny dużo plusów. Pozwala rozpocząć budowanie relacji z dzieckiem od pierwszych dni. To czas na bliskość, przytulanie i okazywanie emocji, ale też na wspólne rytuały – kąpiel, usypianie, przewijanie – których wykonywanie ośmiela ojca, daje mu pewność siebie w kontakcie z niemowlakiem, a dziecku – poczucie, że ojciec to bliska osoba, która wie, jak rozpoznać jego potrzeby, jak sobie poradzić, aby nie „zepsuć” noworodka i nie zrobić mu krzywdy. Czas budowania kontaktu między ojcem a dzieckiem jest dobry również dla matki – zyskuje ona swobodę i pewność, że opuszczając bazę, wróci do niej i zastanie dziecko w tym samym, nieuszkodzonym stanie.

A minusy? Jest ich kilka, to nie różowy scenariusz, w którym wszystko idzie jak po maśle, jest łatwe i przyjemne. Co doskwiera? Na przykład brak czasu na odpoczynek i sen. To logiczne – skoro dużo czasu w trakcie dnia spędza się z dzieckiem, trzeba znaleźć czas na pracę – ta w moim przypadku zabierała popołudnia i wieczory, czasem noc. Drugi minus to brak czasu, który można spędzić bez dziecka czy dzieci, we dwoje – skoro dzień jest dla mikrusa, wieczór dla pracy, zostaje niewiele czasu na małżeństwo. Ale to da się nadrobić. Kolejny – ci, którzy rezygnują z etatu na rzecz własnej działalności, wiedzą, że to ciężki kawałek chleba. Dużo pracy, jeszcze więcej stresu, niestabilne finanse. To nie sielanka, raczej regularne zasuwanie przeplatane nieustannymi pytaniami – czy się uda?

Reasumując – nie twierdzę, że takie ustawienie życia zawodowego jakie wybrałem, to jedyna słuszna droga do świadomego ojcostwa, pełnego kontaktu z dzieckiem. Na pewno da się je zrealizować w innych modelach. Jednego jestem pewien – bez względu na system, w jakim pracujemy, warto próbować wygospodarować choć trochę czasu poza weekendem, by poświęcić go na budowanie relacji z dzieckiem. Zwłaszcza, że sposób, w jaki pracujemy ewoluuje, coraz częściej pozwala na większą elastyczność, pracę w domu czy inne formy zdalnego zatrudnienia. Będąc rodzicem, warto o to zawalczyć – każda chwila, szczególnie sam na sam z mikrusem, zaprocentuje zbudowaniem wzajemnego zaufania i zwykłą, prostą przyjemnością ze wspólnego spędzania czasu.

Tomasz Bułhak autor artykułu

Reklama

Polecamy!