oMatko!

Magazyn świadomych rodziców

#25zomatko / Mamy pomysł na biznes

TITOT w podróży

Lubię ciekawe pomysły. Uwielbiam spotykać się z kreatywnymi kobietami. A z takimi, które macierzyńskie hobby przekuwają w prosperujący biznes, zwłaszcza. Do bieżącego, a zarazem pierwszego ogólnopolskiego, numeru zaprosiłam kobietę, której historia idealnie pokazuje, jak biznes prowadzony z odległości 6 tysięcy kilometrów ma szansę na odniesienie sukcesu. Poznajcie Martę Gian – pomysłodawczynię i właścicielkę marki TITOT, z którą miałam przyjemność się spotkać w murach nowego Muzeum Śląskiego w Katowicach.

 

 

OD USA PO DUBAJ

 

Początek prowadzenia firmy nie musi wiązać się ze schematem: małe biuro bez okna na peryferiach miasta, z księgową w tym samym pokoju i niewielkimi środkami na reklamę, za to z wielkimi pudłami tarasującymi dojście do drukarki. By założyć firmę wystarczy dobry pomysł, wsparcie rodziny i przyjaciół ( czasami też Unii Europejskiej) oraz duża doza cierpliwości. „Łatwo się mówi”– powiesz. „Inni mają lepiej” – dodasz. „Jak mam pogodzić prowadzenie firmy z rolą mamy?” – zapytasz. Już odpowiadam – zaryzykuj.

– Kiedy w mojej głowie po raz pierwszy narodził się pomysł na TITOT był 2012 rok, a ja byłam w ciąży z drugim dzieckiem, Antosiem. Mieszkaliśmy wtedy z mężem w Stanach Zjednoczonych. To był czas, gdy wiele rzeczy dla mojej córki Lidzi kupowałam na platformie sprzedażowej Etsy. Wtedy właśnie zauważyłam, że w Polsce brakuje handmade’ owych rzeczy dla dzieci – tłumaczy Marta.

W tym czasie popularne były zakupy dokonywane w sieciówkach, a rękodzieło nie było tak rozpropagowane. Zakupy ubrań czy akcesoriów dla dzieci przez Internet, które powstają na indywidualne zamówienie, na podstawie wybranych przez rodzica materiałów, 4-5 lat temu były absolutną nowością.

– W listopadzie 2013 roku dowiedzieliśmy się, że w związku z pracą Davida, przeprowadzamy się do Dubaju. Pomyślałam wtedy – to dobry moment, by zacząć! Chciałam tworzyć rzeczy dla moich dzieci, a przy okazji może dla innych rodziców, którzy chętnie kupią nasze legginsy i papcie – opowiada. – Rodzinnie zdecydowaliśmy, że szyciem zajmie się moja mama, która jest krawcową i przez lata prowadziła swoją pracownię w Bytomiu. Moją rolą było stworzenie strony internetowej i prowadzenie sklepu internetowego, a mojej siostry Marysi, opieka nad pakowaniem zamówień i wysyłką – dopowiada Marta. I tak rodzinna tradycja szycia w rodzinnym mieście mogła być kontynuowana przez kolejne pokolenie kobiet, a dopiero co powstająca firma TITOT prowadzona była zdalnie, aż z Dubaju.

– W promocji marki bardzo pomogła mi moja wieloletnia koleżanka, Agnieszka z bloga Wronek.pl. Dzięki jej wsparciu moje produkty szybciej ujrzały światło dzienne, za co bardzo jej dziękuję. Agnieszka sama zajmowała się szyciem legginsów dla czytelniczek bloga, ale gdy powstał TITOT, zdecydowała o przekazaniu mi tej roli – mówi Marta.

 

 

PRZYSTANEK POLSKA

 

1 lutego 2015 roku Marta przeprowadziła się z rodziną do Polski, na rodzinny Śląsk. Był to czas, kiedy TITOT coraz bardziej się rozwijał, więc obecność Marty w tym czasie na miejscu, była kluczowa dla marki.

– W ciągu dnia zajmowałam się 2,5 miesięcznym Antosiem, a kiedy o godzinie 19-tej szedł spać, szłam  do pracowni, gdzie przygotowywałam wykroje, wybierałam materiały i organizowałam mojej mamie oraz krawcowej pracę na kolejny dzień. Wracałam do domu około 23-tej na pierwsze nocne karmienie, po którym wszyscy szliśmy już razem spać. Takie były początki mojej pracy już w Polsce – wspomina z uśmiechem Marta. – Zależało mi też na tym, by wybór materiałów, z których szyjemy był bardzo duży. Chciałam, by nasze klientki miały naprawdę szeroki wachlarz możliwości. Niesamowicie budujące jest to, że TITOT miał być początkowo tylko dodatkiem, a przeistoczył się w prawdziwy biznes. Naprawdę nie spodziewałam się, że aż tyle mam pokocha nasze produkty – z radością dopowiada.

Po kilku miesiącach pobytu okazało się, że jednak Polska była tylko przystankiem. W sierpniu 2015 roku rodzinę Marty czekała kolejna przeprowadzka i powrót do Dubaju. Ale firma zaczęła prosperować o wiele bardziej, aniżeli jej właścicielka się spodziewała. Dlatego zdecydowała o zaangażowaniu swojej siostry Marii na pełen etat i powiększeniu zespołu krawcowych.

 

 

OD PROJEKTU DO REALIZACJI

 

Pierwszym projektantem marki była mama Marty. Rozmiarówka powstała i rosła wraz z Lidzią, Antosiem, a później także Mikołajem – modelami Rodziny TITOT.

– Pamiętam początki – razem z mamą odrysowywałyśmy stopy moich dzieci, tworzyłyśmy kilkanaście różnych wzorów papci próbując stworzyć idealny projekt. Aż w końcu udało się, a najlepszy moim zdaniem, na stałe trafił do naszej oferty. Obecnie nawet 4 latki mogą ubierać się w TITOT, w którym zgodnie z naszą ideą, rozmiarówka rośnie wraz z moimi dziećmi – wyjaśnia Marta.

Ale początek TITOT to nie tylko tworzenie projektów i akceptacja kolekcji. Choć Marta uważa, że nie należy do grona tych rozsądnych, którzy oglądają z każdej strony tabelę w Excelu zanim otworzą portfel (pozdrawiam mojego męża), nie podjęła pochopnej decyzji o założeniu firmy.

– Gdyby analizą zysków i strat zajmował się mój mąż, TITOT pewnie nigdy by nie powstał, a my nie sprzedalibyśmy żadnej pary papci – śmieje się Marta. – Chcę podkreślić, że to nie miał być biznes w pełnym tego słowa znaczeniu, a przynajmniej nie na taką skalę jak się po czasie okazało. TITOT miał być odpowiedzią na potrzeby mam, które zamiast zamawiać ubrania i dodatki dla dzieci w USA mogły zgłosić się do nas. Chciałam dać pracę mojej mamie, siostrze i sobie. TITOT nie miał być działalnością przynoszącą jedyny dochód mojej rodzinie. To był dodatkowy projekt, który powstał z potrzeby serca, a stał się biznesem.

Wspólnie z mężem zdecydowali, że zainwestują oszczędności w rozwój firmy. – David powiedział wtedy, że spróbujemy i zaryzykujemy, ale jeśli się nie uda przy pierwszej inwestycji, bez żalu zakończymy działalność – opowiada Marta. Tym większe było zdziwienie obojga, gdy dostrzegli, jak wielkim zainteresowaniem zaczęły się cieszyć papcie TITOT. – Polki zapragnęły dla swoich dzieci pięknej estetyki i ciekawych akcesoriów – mówi. – TITOT naprawdę stał się ogromny! – dodaje z niedowierzaniem.

 

 

WRACAMY DO DOMU

 

David zdawał sobie sprawę, że firma żony ma ogromny potencjał, a obserwując jak spełnia się marzenie Marty, uznał, że skoro jego kariera miała swoje pięć minut, to teraz nadszedł czas TITOTA. Wspólnie zdecydowali, że jeżeli marka ma się jeszcze bardziej rozwinąć, muszą na stałe zamieszkać w Polsce, by Marta mogła nadzorować firmę. Według pierwotnego planu, początkiem 2016 roku przeprowadzić z Dubaju miała się Marta i dzieci, a w okolicy Wielkanocy, David. Ale los miał dla nich zupełnie inny scenariusz. – Kiedy wróciliśmy do Dubaju po Świętach Bożego Narodzenia, okazało się, że David został zwolniony. Przyznam szczerze, że ucieszyliśmy się, bo dzięki temu mogliśmy przeprowadzić się do Polski całą rodziną – śmieje się Marta. – Kiedy Lidzia i Antoś byli bardzo mali i mieszkaliśmy za granicą, David dużo podróżował w związku ze swoją pracą. Nie widział pierwszych kroczków naszych dzieci, tylko te drugie. Dlatego, gdy przeprowadziliśmy się na stałe do Polski w lutym ubiegłego roku, świadomie dokonaliśmy zamiany ról. David opiekował się najmłodszym Mikołajem, a ja TITOT’em.

I choć Marta może teraz z psychicznym spokojem zająć się prowadzeniem firmy na pełny etat, instynkt matki zwycięża. – Mikołaj jest jeszcze malutki i chciałabym móc spędzać z nim jeszcze trochę czasu. Dlatego w pracy staram się ze wszystkim jak najszybciej zdążyć i pędzę do domu do moich dzieci. Na szczęście mam świetnych pracowników i wiem, że naprawdę mogę na nich polegać. Dziękuję też wszystkim klientom, bez których nie byłoby TITOT – za wsparcie, miłe słowa i kolejne zamówienia! Dziękuję też całej mojej rodzinie, ich wsparcie od początku jest nieocenione.

2017

Zaledwie w rok czasu marka TITOT z niewielkiej bytomskiej pracowni, zatrudniającej dwie krawcowe przerodziła się w firmę, której działania wymagają 400 m. kw. powierzchni, wsparcia lokalnej szwalni i zespołu liczącego 12 osób. Marka wspiera także projekty charytatywne, m.in. Fundację Kraina Mlekiem i Miłością Płynącą, dla której zaprojektowała limitowaną edycję papci dla dzieci i mam.

Działaniami wizerunkowymi TITOT opiekuje się Happy Moments Studio, czyli Magda i Krzysiek Skóra. W imieniu oMatko! gratuluję pięknego pomysłu i konsekwentnego realizowania marzeń. Trzymam kciuki za promocję marki na rynkach zagranicznych!

 

fot. Happy Moments Studio
Miejsce: Moodro Bistro & Cafe / Muzeum Śląskie

Anna Meres autor artykułu

Reklama

Polecamy!