oMatko!

Magazyn świadomych rodziców

#25zomatko / Felietony

Wśród nocnej ciszy

Moje Święta dotychczas były szatkowane, szarpane, dzielone na talarki. Były to święta kultu rodzinnego i łakomstwa, ale również gimnastyki artystycznej. Wraz z Mężem swój czas dzieliliśmy pomiędzy mój i Jego dom rodzinny. Sytuacja była o tyle utrudniona, że miejscowości, z których pochodzimy, są oddalone od siebie o 350 km. I jak tu wszystko pogodzić i wszystkim dogodzić? No jak dojechać na czas? No jak?! Mimo, że w domu było jak w azylu, to głowy nie miałam wolnej…

6 miesięcy temu na świat przyszedł nasz Syn – Henryk. Temu młodemu fenomenowi udało się coś, czego nie osiągnęła nawet umowa kredytowa. W tej kwestii wygrał z wygodnymi krzesłami i stołem do kompletu. Zdeklasował miękką kanapę i mięsiste zasłony. To on sprawił, że nasze mieszkanie stało się domem, a Warszawa – 13 lat od czasu, gdy się do niej przeprowadziłam – przestała być dla mnie tylko przybranym miastem. Genialne! Jeśli ktoś wierzy w geniusz. Ja wierzę.

To właśnie dzięki Henrykowi w tym roku w Naszym Domu chcemy urządzać Święta. To dzięki Niemu zyskają one smak. Spędzimy je wspólnie z naszymi rodzinami, a właściwie – po prostu z naszą rodziną, scaloną w jedno. Bo jednak rodzina Beksińskich nie była ostatnia.

Henryk „beksiński” nie jest. Wprowadził do naszego życia jeszcze więcej uśmiechu i radości. Dziadkowie szaleją z czułości na jego widok, a rodzice (w tym autorka tego felietonu) śmieją się, jakby mieli świra (bo przecież mamy świra: nasiąknęliśmy naszym Dzieckiem, które wznieca w nas obłęd, to przez niego robimy tysiące szaleństw). Każdy rodzic wariuje. Na to nie ma skali, nie ma recepty ani lekarstwa, nie ma od tego odwrotu. Wstyd i kompromitacja. Pochwalam.

Moja przyjaciółka twierdzi, że „dzieci to wartość sama w sobie”, jeszcze pół roku temu uważałam to za frazes, dziś skradłam jej to zdanie i wymachuję nim jak orężem.

Inny przyjaciel dał mi radę, chyba najcenniejszą, jaką może usłyszeć nieobyty w świecie rodzicielstwa żółtodziób: „Dzieci są jak zegarek G-shock, nie tak łatwo je zepsuć”. Według mnie są też jak prezenty świąteczne, jak radosna niespodzianka, jak środek rozczulający. Są jak skrobia kukurydziana: wszystkie drobiazgi życia, nawet te najpospolitsze, nabierają dzięki nim jakiejś słodyczy, jakiejś gęstości. Są orzeźwiające dla związku, ale i – uwaga! – niebezpieczne. Sprawdzają ciepłotę uczuć i weryfikują potęgę miłości. Weryfikują i sprawdzają… Są jak gumka, która wyciera nasze przyzwyczajenia, jak temperówka dla małżeństwa… Są wypadkiem w naszym świecie wewnętrznym i w rejonie serca. Wprowadzają nowy ład, swój porządek i rytm. Rozbijają wszelkie schematy. Są jak huragany! I wreszcie, są jak nowe oprogramowanie do Iphone’a, które zainstalowało się w Twoim życiu i rozpanoszyło… A Ty czasem nie dajesz rady nawet wysłać smsa…

To będą pierwsze święta Henryka, a już jest jasne, że to On będzie gościem honorowym. Nawet kiedy zejdzie ze sceny i zostanie zaniesiony do swojego łóżeczka, nawet wtedy, gdy uroczystości będą trwały dalej, a nawet nabiorą tempa, nie przywłaszczymy sobie tych Świąt, my – dorośli, my – przeterminowane dzieci. To On będzie Najważniejszy. To dla Niego wybrane zostały styropianowe bombki, to na Niego czekają sweterki z reniferem i bałwanami, kupione zanim jeszcze pojawił się na świecie. To w naszym domu w Wigilię podana zostanie 13. potrawa – mleko, to u nas wszystkie pluszowe zwierzaki przemówią głosami członków rodziny. Te Święta to będzie „Toy Story 247”. To pewne.

Przy zakupach przedświątecznych inny wózek będzie wiódł prym. A kiedy ogarnie nas gorączka przedświąteczna, co jest nieuniknione, zbijemy ją. Przecież my, zbrojne instynktem mamy, mamy na to sposoby.

Pierwsze Święta Syna, a ja się zastanawiam – wcale nie po raz pierwszy, wcale nie od święta – jak długo będzie wierzył w Świętego Mikołaja? Co będzie jego ulubioną potrawą wigilijną? Zupa grzybowa (patrz: tata) czy pierogi z kapustą albo kompot z suszonych owoców (po mamie), a może zupełnie coś innego? Kiedy po raz pierwszy sam pobiegnie pod choinkę w poszukiwaniu prezentów? I kiedy napisze swój pierwszy list do Św. Mikołaja?

Póki co ja myślę o swoim… Mamy szalone szczęście! Nasz Syn jest super koleżką, odkąd skończył 3 miesiące, każda nasza noc to cicha noc. Ten felieton piszę również wśród nocnej ciszy. Być może więc dam poszybować wyobraźni i poproszę Mikołaja o rodzeństwo dla Henryka? Bo przecież im więcej elfów w domu, tym lepiej.

Katarzyna Burzyńska-Sychowicz autor artykułu

Reklama

Polecamy!