oMatko!

Magazyn świadomych rodziców

Ciąża i poród

Poród w domu. Reportaż

Żyjemy w coraz bardziej zmedykalizowanym, technicznym świecie, w którym bombarduje się nas informacjami, że nie możemy dobrze żyć bez tabletki A czy suplementu B. Coraz więcej ludzi poszukuje innej jakości życia, szuka autentyczności. Myślę, że poród domowy jest właśnie jednym z elementów poszukiwania prawdy o sobie, o świecie… Czy w XXI wieku jest jeszcze miejsce na intuicję? Na odpowiedzialność za własne decyzje?

 

Chęć urodzenia dziecka w domu czasem pojawia się już w pierwszej ciąży, czasem jest konsekwencją doświadczenia porodu szpitalnego. Niektóre kobiety odczuwają wówczas, że stały się częścią szpitalnych schematów, trybikiem w maszynie, kolejną rodzącą, elementem procedury oraz że zostały odarte z intymności, godności i wrażliwości chwil narodzin. Poród domowy jest dla nich odpowiedzią, manifestem kobiecej niezależności, siły, sprawstwa. Narodziny dziecka są traktowane jako zjawisko naturalne, jak rodzinna uroczystość, którą celebruje się z największym pietyzmem właśnie w domu, z najbliższymi.

Często od kobiet, które rodziły w domu, słyszę:

Planowałam tylko dwójkę dzieci, ale tak mi się podoba to rodzenie, że chyba jeszcze zdecydujemy się na jedno.

To niesamowite, że zjawisko tak oczywiste jak urodzenie dziecka, może kobietom dodać skrzydeł, ale może także straumatyzować je na całe życie, zniechęcić do macierzyństwa i dzietności.

Dobry poród jest jak fala – niesie kobiety w wielu innych dziedzinach życia, także w sferze zawodowej. Czują, że osiągnęły coś niesamowitego, że przekroczyły Rubikon i mogą dokonywać kolejnych wielkich rzeczy. I odwrotnie: poród niespełniony, odebrany, przemocowy pozostawia w kobietach pustkę, złość, niepogodzenie się z sytuacją, także pretensje do siebie, że zawiodły one same lub ich ciała. Nieprzepracowanie tych sytuacji kładzie się cieniem także na następne pokolenia. Te kobiety, które nie poradziły sobie z traumami, przenoszą je na córki i wnuczki – często nieświadomie, a wręcz z dobrymi intencjami – chcą je ustrzec i przygotować do trudności. A przecież poród, mimo trudu i bólu, to przede wszystkim piękno.

Poród domowy to także dbałość o najdelikatniejszą, rodzącą się istotę, o jej potrzeby, o nieprzerwany, niezakłócony kontakt skóra do skóry, trwający tak długo, jak matka i dziecko tego potrzebują. To też przyjazna, znana, domowa flora bakteryjna. Rodzicom domowym  przyświeca jeden wspólny cel – by ich dzieci urodziły się zdrowe, we własnym tempie, bez ponaglania, pośpieszania i zbędnej medykalizacji, w znanym sobie środowisku.

Domowe narodziny to czas, gdy cała rodzina jest razem. Nikt nie traktuje rodzącej i jej bliskich obcesowo czy grubiańsko, nikt nie pogania, nie przegania z kąta w kąt. Wszelkie zabiegi medyczne wokół noworodka są wykonane zgodnie z uwagami rodziców, nie są oni dopytywani, dlaczego chcą postąpić tak, a nie inaczej. W szpitalu takie sytuacje też są możliwe, ale wymagają większego samozaparcia i zwykle dochodzi do niepotrzebnego tarcia na linii rodzice – personel.

Ale poród to przede wszystkim… magia! W domu można z uwielbieniem wpatrywać się w swoje dziecko tak długo, jak się tego chce. Można skorzystać z prysznica, dostać domowe jedzenie, zasnąć  i obudzić się w swoim łóżku z dzieckiem i partnerem obok. To takie proste, zwykłe, normalne, a zarazem tak ważne rzeczy!

Komu? Komu? Bo idę do domu

Gdybyście zapytali kobiet, co jest takiego niesamowitego w porodach domowych, że decydują się na ten krok, wiedząc, że nie będą mogły skorzystać ze znieczulenia i przyśpieszenia akcji porodowej, odpowiedziałyby, że kobieta w takim podejściu znajduje się w centrum zainteresowania, że pozwala się działać jej i jej ciału, z uszanowaniem ich naturalnego tempa. Uwzględnia się rolę hormonów obecnych przy porodzie – naturalnej oksytocyny, która wydziela się harmonijnie, gdy kobieta czuje się bezpiecznie. Spokój zapewnia jej otoczenie, bliscy, obecność partnera czy śpiącego w pokoju obok starszego dziecka.

Czas i cierpliwość

Niebagatelną rolę odgrywa tu położna, która jest obserwatorem, towarzyszką rodzącej, a często również przyjacielem rodziny – albo prowadzi ciążę, albo zapoznaje się z rodziną przed porodem, by omówić wizję i postępowanie na wypadek ewentualnego transferu do szpitala. W porodzie szpitalnym często nie mamy możliwości wyboru położnej – pierwszej osoby, która powita nasze dziecko. Sala porodowa i specyficzne okoliczności nie służą zaprzyjaźnianiu się. Często niestety są to znajomości przelotne. W porodach domowych położne stają się częścią naszych rodzin – utrzymujemy kontakty po porodzie, wysyłamy sobie kartki na święta, są obecne w naszej pamięci, często witają na świecie nasze kolejne dzieci.

Wiele kobiet mówi także o tym, że rodząc w domu, mogły robić to na własnych zasadach. Jedna z nich wspominała, że całą pierwszą fazę porodu spędziła pod prysznicem, inna doceniała, że była badana wewnętrznie tylko dwa razy. Mama, która dwa razy urodziła w szpitalu, prosiła mnie, bym napisała, że w porodach ważna jest cierpliwość, której w szpitalu brakuje. Faktycznie! Wiele kobiet wspomina, że ich położne domowe najwięcej czasu spędziły z nimi na czekaniu. Położna w porodzie domowym jest bacznym obserwatorem, utrzymuje dystans, ale włącza się i proponuje pomoc, gdy jest na to zgoda rodzącej.

Głowa – to tu zaczyna się poród

Warto spokojnie porozmawiać z samą sobą – czego się boję, czego potrzebuję, kto jest w stanie mi to dać? Może się okazać, że dojdziesz do następującego wniosku: tylko Ty sama zapewnisz sobie poród jakiego oczekujesz. Wtedy warto zacząć szukać osób, które rozumieją te potrzeby. Między Tobą i położną powinna zaistnieć chemia, nie żałujcie sobie czasu na spotkania i rozmowy.

Rozmawiaj także  z partnerem. Jaki ma pomysł na poród? Czego chce dla siebie, a czego dla Ciebie? Może się okazać, że macie zupełnie różne wizje.

Nie wiedziałam, że można rodzić w domu! Super sprawa. Gdybym wiedziała, może też bym się zdecydowała taki komentarz znalazł się pod reportażem zdjęciowym z porodu domowego.

Fundacja Macierzanka statutowo zajmuje się promowaniem idei porodów naturalnych, w tym domowych. Publikacja zdjęć z naszego porodu domowego to przejaw realizacji tej misji. Można pisać o prawie do rodzenia w domu w ustawach, rozporządzeniach, a i tak przechodzi to bez echa. Zobaczyć poród domowy – to jakby trochę w nim uczestniczyć, spróbować, przetestować, doświadczyć emocji. Można w ten sposób odpowiedzieć sobie na pytanie: czy tego chcę, czy mnie to odrzuca?

Chciałam, by ten reportaż stał się manifestem kobiet dotyczącym prawa do decydowania o swoim porodzie, do decydowania o sobie.

Naszym marzeniem i misją jest to, by o porodzie częściej mówiło się jako o wydarzeniu pięknym i ubogacającym. Pokazując Wam poród domowy na fotografiach, chcemy przeciwdziałać stereotypowi porodu jako traumy. Pragniemy, by zaczerpnięte stąd pozytywne wrażenia dodawały Wam skrzydeł na porodówkach i w domach. Opowiadajcie więc o swoich pięknych porodach, spisujcie opowieści porodowe – i puszczajcie je w świat.

Tylko tak, razem, możemy zmieniać wyobrażenie o porodzie.

 

 

Zdjęcia: Michał Niedzielski / michalniedzielski.com
Bohaterowie reportażu: Nina i Michał / Fundacja Macierzanka

Nina Kwaśniewska autor artykułu

Reklama

Polecamy!