oMatko!

Magazyn świadomych rodziców

Kuchnia

Miłość na talerzu

Czym jest miłość na talerzu? To uczucie i zaangażowanie jakie wkładamy w danie. To ten składnik, który sprawia, że posiłek staje się wyjątkowy. Świadomość tego, jak istotny wpływ na życie człowieka ma żywienie już od pierwszego dnia życia, nakłada na rodziców nowe obowiązki, nie tylko karmienia, ale i kształtowania smaku i świadomości dzieci.

Zapomnijmy o bezrefleksyjnej konsumpcji i zaspokajaniu potrzeb fizjologicznych. Spójrzmy na jedzenie od strony emocjonalnej i rytualnej. Nie chodzi tylko o zaszczepianie w najmłodszych zdrowych nawyków (choć jest to oczywiście pożądane). Jedzenie jest niezwykłym nośnikiem miłości, przywiązania i dobra. To, w jaki sposób je podajemy, w jakim otoczeniu jemy oraz z kim zasiadamy do stołu, ma niesamowity wpływ na rozwój nie tylko dziecka, ale również nas jako rodziny. Wspólne posiłki mogą stać się czasem do zacieśnienia więzi bez używania słów. Miłość możemy podać na talerzu.

Dzieciństwo kojarzy mi się ze smakiem owsianki, budyniu z owocowym sosem, kaszy manny i knedli ze śliwkami. Z mamą krzątającą się po kuchni w fartuchu i babcią piekącą pyszne kruche ciasta z owocami. Z niedzielnym rytuałem jedzenia rosołu. Z tatą, który zawsze doceniał trud włożony w przygotowanie posiłku. Z wszechobecną miłością i beztroską.

Uwielbiam wracać do tych chwil. Nie tylko wspominając te smaki i zapachy, ale przede wszystkim je odtwarzając. Kiedy dopada mnie nostalgia za odległymi czasami, sięgam po sprawdzone przepisy na moje comfort food, czyli dania z miłości i tęsknoty.

 

Semolina pełnoziarnista (kasza manna) na mleku kokosowym ze smażonymi malinami i orzechowo-miętowym pesto

 

Kosztując to danie, zwykle na śniadanie, wspominam kaszę mannę, którą raczyła mnie moja mama. Nie wyobrażałam sobie wtedy, że tak idealne danie może być jeszcze lepsze. Kiedy w przypływie natchnienia je unowocześniłam, uznałam, że byłam w błędzie. To niebo w gębie, sprawdźcie sami! Jest nie tylko smaczne, ale przede wszystkim niezwykle odżywcze. Pełnoziarnista semolina to bogate źródło białek i węglowodanów, witamin z grupy B oraz kwasu foliowego (korzystnego dla kobiet w ciąży). Mleko kokosowe dostarczy nam niezbędnego wapnia i magnezu. O właściwościach malin ciężko opowiedzieć w skrócie. Po takim posiłku wszystkie serca będą bić szybciej!

 

Składniki na dwie porcje:

– 2 szklanki mleka kokosowego (ważne, aby było bez zbędnych dodatków w postaci cukrów oraz stabilizatorów; optymalna zawartość ekstraktu z orzecha kokosowego to powyżej 80%)

– 4 łyżki pełnoziarnistej semoliny

– 4 łyżki syropu z agawy

– 1,5 szklanki świeżych malin + kilka do dekoracji

– skórka otarta z połowy cytryny (niewoskowanej)

– 1 łyżeczka ekstraktu waniliowego lub ziarenka z połowy wanilii

– 3 łyżki orzechów włoskich (namoczonych wcześniej przez noc w równej ilości letniej wody)

– pęczek świeżej, umytej mięty

– dodatkowo: łyżka oleju kokosowego (w postaci płynnej), kilka łyżek zimnej wody

Maliny wrzucamy do rondla o grubym dnie, dodajemy skórkę z cytryny, ekstrakt waniliowy, dwie łyżki syropu z agawy i podsmażamy na niewielkim ogniu. Jeśli maliny przywierają do dna, możemy dodać kilka łyżek zimnej wody. Jeśli lubimy większe kawałki owoców, smażymy maliny tylko chwilę. Gdy chcemy otrzymać mus, czekamy aż owoce się rozpadną.

Mleko kokosowe podgrzewamy z dwiema łyżkami syropu z agawy aż do granicy wrzenia. W tym czasie do blendera wrzucamy orzechy włoskie i miętę. Blendujemy na gładkie pesto. Orzechy powinny puścić tłuszcz, który zawiąże masę (jeśli wyda nam się zbyt gęsta, możemy dodać łyżkę oleju kokosowego).

Do gorącego mleka wrzucamy semolinę i cały czas mieszamy, aż do zgęstnienia, tak aby nie dopuścić do powstania grudek. Kiedy kasza zgęstnieje, zdejmujemy ją z ognia i od razu nakładamy do miseczek. Jeśli nie chcemy, aby na wierzchu pojawił się kożuch, wystarczy przykryć kaszę folią spożywczą, tak aby dotykała jej wierzchu.

Dekorujemy semolinę smażonymi malinami, świeżymi owocami oraz niewielką ilością miętowego pesto.

Smacznego!

 

 

 

Bulion ze szpinakiem z białą kaszą gryczaną i jajkiem

 

Klasyczny polski rosół nie jest moją ulubioną zupą, mimo że przywołuje bardzo przyjemne wspomnienia. Jednak gdy tylko dopada mnie jesienna chandra i ze znaki dają się chłodniejsze wieczory, marzę o jego rozgrzewających właściwościach. Postanowiłam więc odnaleźć zupę, która będzie godnym następcą rosołu. Oto i ona. Pełnowartościowe białko z jaj, warzywny bulion pełen witamin, i bohater końca lata – szpinak. W sezonie na pewno znajdziemy go na straganach, nie kupujmy więc paczkowanego. Ma właściwości antynowotworowe i koi nasz układ nerwowy. Jest to więc danie antystresowe. Dopełnieniem przyjemności i wartości odżywczych jest biała kasza gryczana, która dzięki niepalonej formie jest pełna błonnika, soli mineralnych i witamin.

Ta zupa nie tylko was rozgrzeje, ale również da solidnego witaminowego kopa waszemu organizmowi, który tak bardzo potrzebuje wsparcia w okresie przejściowym.

 

Składniki na 4 porcje:

– 4 jajka

– 100g startego sera Parmigiano Reggiano lub innego twardego sera

– kilka gałązek posiekanej natki pietruszki

– 1l bulionu warzywnego (dwie marchewki, dwie pietruszki, kilka gałązek selera naciowego, pęczek świeżej natki pietruszki, dwa rozgniecione ząbki czosnku, 1 duża cebula przypalona na gazie lub zapieczona w piekarniku, kawałek pora – całość zagotowujemy, doprawiamy trzema łyżkami sosu sojowego, majerankiem, lubczykiem oraz solą i pieprzem do smaku; gotujemy pół godziny i przecedzamy, zostawiając czysty bulion. Z ugotowanych warzyw możemy przygotować pastę do kanapek lub pasztet)

– łyżeczka soli himalajskiej

– pół łyżeczki pieprzu

– 3 szklanki młodego, umytego szpinaku

– dwie łyżki soku z cytryny

– pół szklanki białej kaszy gryczanej (namoczonej przez noc w równej ilości ciepłej, przegotowanej wody)

Bulion doprowadzamy do wrzenia. W misce mieszamy 4 jajka ze startym serem Parmigiano Reggiano. Dodajemy posiekaną natkę pietruszki, sól i pieprz. Kiedy bulion zacznie wrzeć, zmniejszamy ogień i powoli wlewamy mieszankę jajeczną. W zetknięciu z powierzchnią bulionu, jajka i ser powinny ściąć się na wierzchu, tworząc kożuch. Kiedy cała mieszanka znajdzie się w garnku, gotujemy zawartość przez minutę.

Doprawiamy sokiem z cytryny i wrzucamy świeży szpinak, cały czas mieszając. Kiedy cały szpinak znajdzie się w zupie, zdejmujemy ją z ognia. Na koniec dodajemy odsączoną z wody i przepłukaną kaszę i mieszamy. Moczenie kaszy przez noc spowoduje, że uwolnią się w niej wszystkie wartości odżywcze. Dodatkowo stanie się miękka bez gotowania w wodzie, co uchroni ją przed utratą tego, co w niej najcenniejsze. (Wodę, która została z moczenia kaszy, użyjcie do podlania kwiatów – jest pełna wartości odżywczych!)

Nalewamy do misek i delektujemy się smakiem.

 

Zdjęcia: Katarzyna Pyrchała / katarzynapyrchala.com
Stylizacja: Eliza Brzozowska

Eliza Brzozowska autor artykułu

Reklama

Polecamy!