oMatko!

Magazyn świadomych rodziców

Podróże

Górska Legenda / Szczyrk

Gdy jadę w góry, marzę o tym, by rano wypić kawę rozkoszując się nie tylko jej aromatem i temperaturą, ale także widokiem zza okna. Chcę czuć rodzinną atmosferę miejsca i mieć poczucie, że właściciele obiektu naprawdę cieszą się z faktu, że goszczą u siebie ludzi. Dlatego niektórzy znajomi, a nawet mój mąż, czasami mawiają, że się „czepiam”. Ale ja nie lubię tego słowa, ze względu na jego negatywny wydźwięk. A to nie o czepianie chodzi! Jeżeli w danym miejscu coś mi nie odpowiada, nie komentuję tego: –„To nie mój klimat” albo „Spodziewałam się czegoś innego, jestem rozczarowana” – ponieważ z takimi komentarzami, manager czy właściciel hotelu niewiele może zdziałać. Jeśli już zwracać uwagę, niech będzie ona konstruktywna, bo tylko w ten sposób druga strona wie, co i jak ulepszać. Ale tak, przyznaję się, jestem wymagająca. Lubię, gdy dwie strony wzajemnie doceniają swoją inteligencję i nie próbują siebie oszukiwać. Oczekuję prawdy i serca włożonego w to, co się robi. Dlatego, gdy w październiku wraz z innymi redaktorkami, wybrałyśmy się na weekend do Szczyrku w poszukiwaniu odrobiny wytchnienia, zachęcone opiniami, które przeczytałyśmy w Internecie, zdecydowałyśmy się na pobyt w Górskiej Legendzie Apartamenty & Domki. Chciałyśmy sprawdzić, czy w legendach, krążących na jej temat, znajdziemy ziarno prawdy.

I znalazłyśmy! I to nie jedno ziarno! Jeśli istnieje miłość od pierwszego wejrzenia, to Górska Legenda skradła nasze serca natychmiast. Położona 15 minut spacerem od centrum Szczyrku, w bliskim sąsiedztwie Beskid Areny, jest doskonałym miejscem na wypoczynek w Beskidach o każdej porze roku. Nieważne, czy przyjedziecie tam na rodzinny urlop, weekend we dwoje czy na narty z przyjaciółmi, odnajdziecie w niej upragniony spokój.

My wybrałyśmy domek, który został urządzony w stylu skandynawskim. Wszystkie elementy dekoracyjne ze sobą współgrały, nie tylko w naszym domku, ale też w całym pensjonacie.  Mimo że tym razem podróżowałyśmy bez dzieci, jako mamy zwracałyśmy uwagę na wszystkie szczegóły. To, że Górska Legenda jest przyjazna rodzinie, dało się odczuć na każdym kroku. Znacie to uczucie, kiedy jesteście w jakimś miejscu i żałujecie, że nikt w nim nie pomyślał o ułatwieniu życia rodzicom? Właścicielka pensjonatu, Barbara Trala odczarowuje ten koszmar. Przygotowanie tego miejsca dla rodzin jest wynikiem jej własnych macierzyńskich doświadczeń. Siedzisko pod prysznicem ułatwiające umycie malucha lub służące jako półka na wanienkę? Poducha do karmienia w pokoju? A może dołożymy do tego jeszcze zabezpieczenia kontaktów? Marzenia ściętej głowy? Nie! W Górskiej Legendzie rodziców i ich dzieci naprawdę traktuje się poważnie. Dlatego jeśli zapomnicie nocnika albo niespodziewana sytuacja będzie wymagała szybkiego przeprania ubranek, nie martwcie się – właściciele są na to przygotowani.

W domku znajdziecie też odpowiednio wyposażony aneks kuchenny, rozkładaną sofę w salonie, a na piętrze dwie sypialnie oraz kącik z materacem – do zabawy, służący jako dodatkowe miejsce do spania lub oaza na popołudniowe czytanie książek. Oczywiście nie muszę dodawać, że zza okna sypialni słychać szum potoku, a kawa na tarasie smakuje najlepiej na świecie.

Jeśli odwiedzicie Górską Legendę w sezonie letnim, koniecznie zrelaksujcie się w basenie BioDesign, którego woda filtrowana jest solą himalajską (o proszę!). Z basenem sąsiaduje plac zabaw, z którego z pewnością chętnie skorzystają Wasze pociechy. Ale jeśli pogoda postanowi spłatać figla, niech to nie spędza Wam snu z powiek! W pensjonacie odnajdziecie Baśniową Krainę – pokój zabaw, w którym podczas ferii zimowych, wieczorami odbywa się wspólne czytanie bajek. Magia, prawda?

A skoro o magii mowa, jej dopełnieniem musi być jedzenie! A uwierzcie mi na słowo, jako ekomatce wariatce, domowe śniadanie, które serwuje Pani Krysia (live cooking w szczyrkowskim wydaniu!) potrafi zaczarować każdego. Wchodząc do kuchni w pensjonacie możecie poczuć się naprawdę jak w domu. Pani Krysia próbuje prześcignąć samą siebie w proponowaniu kolejnych pyszności (mi dostał się kawałeczek świeżo upieczonej i cieplutkiej szarlotki), na gazie w stylizowanym czajniku gotuje się rozgrzewająca kawa według Kuchni Pięciu Przemian, a w całej jadalni unosi się zapach goździków i cynamonu. Na półkach kredensu wdzięczą się domowe konfitury i miody z zaprzyjaźnionej pasieki. Czy można chcieć więcej? Można, ale po co? Dla mnie to już jest pełnia szczęścia.

Ale wiecie, co urzekło mnie najbardziej? Gdy zbierałyśmy się już do wyjazdu z Górskiej Legendy, Pani Krysia podeszła i zapytała, czy tej pani redaktor, która mięsa nie je, jej wegański pasztet z soczewicy smakował, co nad nim kilka dni myślała i przez którego po nocach spać nie mogła.

Czy smakował? Pani Krysiu, smakował i to jak! Bo to, co powstało z serca, w sercu na zawsze pozostanie!

fot. Górska Legenda

Anna Meres autor artykułu

Reklama

Polecamy!