oMatko!

Magazyn świadomych rodziców

Podróże

Stacja restauracja. B-Biała i Zakopane

Nowy rok. Nowe postanowienia. Nowe wyzwania. Nowe miejsca do odwiedzenia. Stacja Restauracja? Tak! Podjeżdżamy, wysiadamy, zasiadamy, smakujemy. Ale czy tutaj dzieci są mile widziane? Czy przypadkiem nie jest to podróż w przedziale ze strefą ciszy?

Czego rodzice wymagają od restauracji? Co świadczy o tym, że restauracja jest przyjazna dzieciom? Czego od restauracji oczekują dzieci?

Każdy restaurator, otwierając swój lokal gastronomiczny, powinien zadać sobie na początku działalności jedno pytanie – czy biorę pod uwagę kilka ważnych aspektów w urządzaniu lokalu przyjaznego najmłodszym klientom, czy też drukuję na drzwiach naklejkę: „DZIECIOM WSTĘP WZBRONIONY”?

Szanuję jedną i drugą decyzję.

Kiedy urodziła się nasza córka, świat stanął na głowie. Zmieniło się wówczas nasze rozumienie mile spędzonego czasu w lokalu.

Nagle istotne stało się, czy do budynku da się wjechać wózkiem, czy z dzieckiem będziemy czuć się tam komfortowo, czy w ogóle z dzieckiem można się tam udać, a co najważniejsze – czy warto? Nigdy wcześniej nie zwracaliśmy uwagi na wyposażenie restauracji: krzesełko, zastawę dla najmłodszych, przewijak, strefę do zabawy i inne dziecięce niezbędniki. Radziliśmy sobie bez tego. Ważna była oferta lokalu i jakość serwowanych dań. Wiadomo, gwiazdkowa restauracja czy wine bar z pikantnymi przekąskami to miejsca średnio przyjazne dzieciom. Ten typ tak ma. Zostawmy go. Miejsca wolne od dzieci cenię bardzo w momencie, gdy udaję się po posiłek niczym do świątyni.

Większość restauracji nie wyrzuca rodzin z maluchami, pomimo braku dziecięcych udogodnień w wyposażeniu. Jako konsumenci największą wagę przywiązujemy do propozycji w karcie dań. Obecność menu dziecięcego zawsze działa na korzyść restauracji, ale prawdziwym strzałem w dziesiątkę jest oferta zdrowych dań dla najmłodszych.

To jest punkt docelowy naszej wycieczki. Tutaj wysiadamy, a właściwie zasiadamy, bo przecież SLOW mamy w sercu.

Nasuwa się pytanie, czy z dzieckiem w ogóle da się żyć slow? Wyczyn. Do slowfoodowego jedzenia można malucha przyzwyczaić, choć wymaga to cierpliwości i wysiłku ze strony rodzica. Czy restauracje są w stanie sprostać wymaganiom młodego smakosza – serwować potrawy tradycyjne lub nowoczesne, ale przede wszystkim zdrowe i zachęcające dla naszych pociech?

Zastanówmy się. Nawet jeśli udaje się stworzyć zdrowe menu dla dzieci, to czy najmłodsi klienci podejmują wyzwanie i posłusznie zjadają dania przygotowane zgodne z koncepcją mistrza kuchni? Nasze dziecko, wychowane praktycznie w restauracji, czasami daje nam najlepsze odpowiedzi na powyższe pytanie – konkretne, a zarazem niezwykle wymowne: „Nie, blee, fuj, nie chce, nie będę” itp.

Nie poddajemy się jednak. Kierowani smakiem i jakością składników odwiedzamy różne lokale. Wybór jest naprawdę spory i wciąż się powiększa, ku radości (szczególnie tych najmłodszych) smakoszy!

Ponieważ zima w pełni i ferie za pasem, przypominamy sobie o restauracjach zlokalizowanych na górskim szlaku. Szczególnej uwadze polecamy dwa opisane poniżej miejsca, ale wierzymy, że w górskiej okolicy jest ich znacznie więcej.

 

#1 Stacja Bielsko-Biała

 

Tu, u stóp Beskidu Małego i Beskidu Śląskiego, na skraju bielskiej starówki, znajdujemy prowadzoną przez młode małżeństwo restaurację Beksien. Kameralne miejsce, które wyróżniają zwłaszcza składniki potraw – warzywa i owoce z własnych upraw, rodzime produkty od okolicznych hodowców. Doskonały szef kuchni czaruje z nich dania najwyższej jakości. Nic dodać, nic ująć. Jedzenie bez chemii, pełne smaku i witamin dla naszych malusińskich. Bez ściemy. Naturalnie. Na najmłodszych codziennie czeka świeża zupa (w sezonie letnio-jesiennym zazwyczaj są to cudownie warzywne kremy) i klasyczne drugie danie: ziemniaczki, mięsko, buraczki lub marchewka. Na naszych talerzach ląduje to, co Pani domu zerwała rano z grządki, a gospodarz przyrządził. Czas upływający w oczekiwaniu na posiłek dzieci mogą spędzić w specjalnie dla nich stworzonym kąciku. Rodzice z pewnością docenią autorską kuchnię szefa, Bartosza Gadziny, który nie dość, że smacznie gotuje, to jeszcze hoduje i tworzy własne octy owocowe, pieczywo itp.

 

 

 

Czas pędzi nieubłaganie. Komu w drogę… Kolejny przystanek na naszym zimowym kulinarnym szlaku to…

 

#2 Stacja Zakopane

 

Stolica Tatr w sezonie (w szczególności miejsca zlokalizowane w ścisłym centrum) nastawiona jest na zysk. W konsekwencji, łatwiej tu o rozczarowanie kulinarne aniżeli o smaczną strawę przygotowaną z porządnych produktów.

Na ratunek przybywa nam restauracja Zakopiańska, usytuowana nieco z boku, a jednak całkiem blisko głównego szlaku turystycznego. Stąd nie chce się jechać dalej. Jest tu przytulnie i ślicznie, smacznie i lokalnie. Właściciele udowadniają, że da się połączyć tradycję z nowoczesnością. Przestronny kącik zabaw w środku oraz plac zabaw z drewnianym domkiem na zewnątrz sprawiają, że dla dzieci jest to raj na ziemi. Do tego dwie pierwsze pozycje menu dziecięcego skradną serce niejednego młodego (i nie tylko) smakosza. Mamy tu rosołek i pomidorową, a ponadto domowe kluseczki i placki z owocami. Smak tradycyjny, stanowiący mocną konkurencję dla babcinej kuchni. Podczas wizyty w Zakopiańskiej Zośka zapomniała, że istniejemy, dzięki czemu mogliśmy w spokoju odpocząć i rozkoszować się smakami tutejszych potraw.

Na górskim szlaku z pewnością znajdziecie wiele restauracji. Warto jednak zwrócić uwagę na miejsca położone nieco z boku, oddalone od turystycznego centrum. By nie zabłądzić na kulinarnych ścieżkach, warto zapytać znajomych, którzy odwiedzali dane miejscowości, o godne polecenia punkty gastronomiczne. Można także zdać się na specjalistów i sprawdzić restauracje z okolicy wyszczególnione w żółtym przewodniku Gault & Millau.

 

 

fot. materiały prasowe restauracji

Magda i Przemek Błaszczyk autor artykułu

Reklama

Polecamy!