oMatko!

Magazyn świadomych rodziców

Praw(n)ym okiem mamy / Prawo

… i ślubuję Ci miłość, dopóki…

… Bank nas nie rozłączy!

Miłość to wiodący element życia większości z nas. Często prowadzi nas przed ołtarz lub wprost przed drzwi urzędu stanu cywilnego. Jest jednak rodzaj „ślubu”, tak popularnego w dzisiejszych czasach, który wiąże nas z partnerem równie mocno. To kredyt hipoteczny. Te więzy na lata bywają silniejsze i mocniejsze niż prawdziwy ślub, a „rozwód” z kredytem nie jest sprawą łatwą i szybką. Oczywiście mowa o sytuacji, gdy kredyt zaciągają małżonkowie, którzy nie zawarli wcześniej umów małżeńskich majątkowych (potocznie zwanych „intercyzą”) lub partnerzy, którzy zaciągają wspólnie kredyt, jednocześnie nabywając nieruchomość w proporcjach równych po 50%. Podobno statystyki wskazują, iż część małżeństw nie rozpada się formalnie jedynie dlatego, że małżonków wiąże kredyt hipoteczny. Nie znamy dokładnych danych w tej sprawie, ale pogłoski o nich obrazują nam ogromny problem społeczny, a także prawny. Czy więc musimy kontynuować nieudany związek małżeński tylko ze względu na fakt, iż wcześniej w przypływie uczuć, siedząc w wygodnym i nowoczesnym oddziale banku przed niebywale pomocnym jego pracownikiem, przysięgaliśmy sobie wierność finansową i mieszkaniową? Spróbujmy odpowiedzieć na to pytanie z nadzieją, że prawda nie wygląda tak dramatycznie…

Gdy bank analizuje wniosek kredytowy, nie ma dla niego znaczenia, czy zakochani są małżeństwem, czy pozostają w nieformalnym związku. Liczy się jedynie fakt, iż do kredytu chcą przystąpić dwie osoby, czyli dwóch współodpowiedzialnych za kredyt przyszłych dłużników. Bank nie jest specjalnie zainteresowany rozwojem czy upadkiem tego dwuosobowego miłosnego imperium. Warto tu wspomnieć, iż w czasie ewentualnego rozwodu sąd orzeknie o składnikach majątku i jego podziale, ale nie zdecyduje w sprawie zaciągniętych zobowiązań bankowych, czyli podzieli aktywa, a nie pasywa. Rozwód i jego warunki nie zmieniają zapisów umowy kredytowej, bank nie jest również specjalnie zainteresowany tym, czy rozwód miał miejsce, czy jest w toku, co ustalono. Sytuacja małżeńska miała bowiem znaczenie przy wnioskowaniu o kredyt, ale po zawarciu umowy nie jest już ważna. Warto o tym pamiętać, gdyż być może wiele osób ma mylne przekonanie o tym, iż rozwód rozwiąże również ich sytuację kredytową i bankową. Może się tak stać jedynie w sytuacji, gdy umowa kredytowa zakładała, iż może mieć miejsce rozwód kredytobiorców, i z góry przewidziała stosowne zapisy. Nie jest to jednak częstą praktyką.

I tak, w sytuacji, gdy związek rozpadnie się, a byli kochankowie uzgodnią, że jedno z nich zamieszka w kupionej dzięki kredytowi hipotecznemu nieruchomości, a co za tym idzie – przejmie na siebie odpowiedzialność i obowiązek spłaty kredytu, bank nie zgodzi się na taki rozłam od razu. Aby podkreślić powagę problemu, należy wyjść od pewnych oczywistych zasad, przyjmując zarazem perspektywę banku – co dwie głowy, to nie jedna. Niby stare przysłowie, nie mające nic wspólnego z instytucja bankową. A jednak sprawdza się i w tym kontekście. Dla banku utrata jednego z kredytobiorców oznacza nowe, większe ryzyko kredytowe, czyli znacznie szersze horyzonty zagrożeń dla całkowitej spłaty kredytu. Mając tego świadomość, można łatwo odgadnąć, iż bank zawsze w pierwszej kolejności wyjdzie z założenia, iż propozycja przejęcia kredytu przez jednego z małżonków jest zła. Dlatego też bank zbada zdolność kredytową małżonka typowanego do przejęcia nieruchomości i kredytu na nowo. Procedura owego badania będzie generalnie opierała się na tych samych zasadach, co badanie pierwotne zdolności kredytowej.

W tym miejscu należy podkreślić, iż szczęśliwcem będzie ten, kto w ramach negocjacji małżeńskich został wytypowany do przejęcia nieruchomości i kredytu, a badanie powtórne jego zdolności kredytowej wypadnie pomyślnie. I nie ma tu znaczenia, czy procedura jest konsekwencją rozwodu czy rozpadu związku nieformalnego. Jeśli jednak badanie zdolności kredytowej nie wypadnie pomyślnie, bank nie wyrazi zgody na przejęcie długu przed jednego z byłych małżonków czy partnerów. Problem więc będzie się powiększał, a dłużnik będzie musiał skomplikować swoją sytuację znalezieniem innego współkredytobiorcy lub ustanowić dodatkowe zabezpieczenie na innej nieruchomości. Narastające problemy mogą okazać się nie do pokonania. A dopóki ta sytuacja nie zostanie rozwiązana – dłużnik nieprzerwanie będzie odpowiedzialny za spłatę rat na rzecz banku.

Droga kredytowo-rozwodowa nie jest więc łatwa do pokonania. Jeśli byli partnerzy staną w obliczu problemu braku zgody banku na przejęcie zobowiązania przez jednego z nich, będą musieli podjąć decyzję i walkę o sprzedaż nieruchomości. Nie sposób przeanalizować tej problematyki kompleksowo, biorąc pod uwagę wszystkie aspekty sprawy. Nie sposób wymieniać wszystkich problemów okołoprawnych tej sytuacji, jak np. spadek wartości nieruchomości w czasie od dnia jej zakupu do dnia rozłamu związku, czyli problemów związanych z opłacalnością sprzedaży. Co do prawa – w opisanej sytuacji pozostaje kłopot, ponieważ wciąż aktualne są więzy związane z kredytem hipotecznym. Warto podkreślić, że ten „rozwód” potrwa dłużej i na pewno nie będzie bezproblemowy. Nadto, tzw. historia kredytowa, która może mieć znaczenie w przyszłości dwojga rozstających się osób, będzie już zawsze obejmowała przedmiotowy kredyt i nie da się go z niej wymazać.

Ważnym problemem jest również rozwodowy podział majątku przez sąd i orzeczenie własności przedmiotowej nieruchomości na rzecz jednego z małżonków. Żeby powiedzieć to jasno – jeden z małżonków staje się właścicielem nieruchomości, przy czym oboje pozostają współkredytobiorcami. Trudna sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej, gdy raty nie są spłacane. Bank może żądać spłaty od każdego z małżonków i uzyskać tytuł wykonawczy, a kolejno egzekwować dług przed komornikiem, również i od małżonka, który nie jest właścicielem nieruchomości. Gdy jeden z małżonków spłaci zobowiązanie wobec banku, na zasadzie solidarności dłużników może wystąpić do sądu w odrębnym postępowaniu i domagać się zwrotu wpłaconych pieniędzy na zasadzie roszczenia regresowego, którego podstawą byłoby orzeczenie sądu o podziale majątku, brak istnienia wspólności ustawowej małżeńskiej i dokonana spłata zadłużenia.

Kredyt hipoteczny wiąże nas inaczej niż małżeństwo, ale konsekwencje jego zaciągnięcia mogą być trudniejsze do pokonania niż sam rozwód. Jeśli więc powodem trwania wielu związków nieformalnych i małżeńskich jest taki kredyt, należy tę decyzję przemyśleć na wielu płaszczyznach i pamiętać, że powiedzieć „żegnaj” – to chyba najłatwiejsza rzecz w rozstaniu.

Marta Larisch autor artykułu

Reklama

Polecamy!