oMatko!

Magazyn świadomych rodziców

Psychologia

Dzień dobry. Ja w sprawie kultury.

Pamiętam, była jesień, szłam wtedy deptakiem z moim pięcioletnim ówcześnie synem. Na ławce siedział mężczyzna i grał na gitarze. Był ubrany ciepło, na dłoniach miał wełniane rękawiczki, tyle że były w nich przycięte palce, by czuł struny gitary. Ale to nie wszystko, mężczyzna nie miał nogi. Syn mój wpatrzony był w niego jak w obrazek, czekałam tylko, kiedy zapyta: „mamo dlaczego ten pan nie ma nogi?”. To pytanie z jego ust nie padło, zapytał o co innego: „ mamo, dlaczego ten pan ma takie dziwne rękawiczki z wyciętymi palcami?”. Oczywiście zaspokoiłam jego ciekawość wyczerpującą odpowiedzią. Nie dawało mi jednak spokoju, dlaczego nie zwrócił uwagi na to, że mężczyzna nie ma nogi. Delikatnie podpytałam o to syna, na co dostałam odpowiedź: „mamo, wczoraj szedłem tędy z tatą i ten pan też grał, zapytałem tatę, dlaczego ten pan nie ma nogi”. Pewnie niejednokrotnie przeżyliście już podobne sytuacje ze swoimi pociechami.

Niepełnosprawność, homoseksualizm, kolor skóry inny niż nasz, odmienne wyznanie religijne – coraz częściej spotykane są w życiu naszym i naszych dzieci. Jak my, jako rodzice, zapatrujemy się na to? Czy rozmawiamy z naszymi dziećmi na takie tematy, ignorujemy ich pytanie, zbywamy…? Kiedy jest odpowiedni czas, żeby rozmawiać o tak trudnych sprawach? Myślę, że wtedy, kiedy dziecko pyta. Jak odpowiadać dziecku na zadane pytania? Prosto i szczerze. Czasami wystarczy kilka słów, by zaspokoić ciekawość dziecka albo też rozpocząć poważną rozmowę o „życiu”.

W jaki sposób wychować dziecko, by wyrosło na wartościowego człowieka, takiego, który z szacunkiem odnosi się do innych, nie jest obojętny na czyjąś krzywdę, chętnie pomaga, akceptuje każdego takim, jakim jest? Wielu rodziców marzy, by ich dziecko miało właśnie takie cechy. Często ich kształtowanie zaczyna się po prostu od rozmów. Te bywają trudne, ale dają niesamowite rezultaty. Rozmawiając z dzieckiem na trudne dla nas tematy, oswajamy go z konkretną sytuacją, dzięki czemu staje się ona dla niego normalna, staje się częścią jego życia. To my, rodzice, kształtujemy nasze dziecko (przynajmniej do pewnego etapu jego życia). Można powiedzieć, że początkowo dzieci widzą wszystko naszymi oczami. Wzrastają w nieświadomości albo świadomości, że ma być właśnie tak, jak robi to rodzic. Zasada jest dość prosta – jeżeli my potrafimy kochać, nasze dziecko również będzie potrafiło kochać. Jeżeli jesteśmy rasistami, nasze dziecko nie będzie tolerowało odmienności ras, ponieważ w codziennym życiu będzie otrzymywało negatywne informacje na temat ludzi o innym kolorze skóry.

Bardzo często spotykam kolegę mojego syna, który jeszcze ani razu nie powiedział mi „dzień dobry”. Jest naszym sąsiadem. Oczywiście nie chcę oceniać tu jego rodziców albo szukać innych przyczyn takiego zachowania, wspomnę o tym poniżej. Bardziej chcę tu zwrócić uwagę na używanie lub nie używanie zwrotów grzecznościowych u młodych ludzi. Od pewnego czasu to ja pierwsza zawsze mówię do chłopca: „dzień dobry, Jasiu”, „cześć, Jasiu”. Zobaczymy, czy to moje „dzień dobry” za jakiś czas okaże się wychowawcze J. Czy znają Państwo jakieś inne sposoby niż ciągłe powtarzanie, przypominanie, tłumaczenie, rozmawianie o znaczeniu i ważności zwrotów grzecznościowych? W moim odczuciu to strategia dobra i skuteczna. Choć pewnie znajdą się wśród nas rodzice, którzy będą poszukiwali jeszcze innych metod, do czego z całego serca zachęcam. Przecież znamy rodziców, którzy trąbią: „a powiedziałeś «dzień dobry»?, a powiedziałaś «dziękuję»?” itp., robiąc to na oczach dziecka i osoby, do której zwrot się odnosił. Ale czy jest w tym coś złego? Chyba nie. Dzieci przecież mają prawo zapomnieć. Czyż nie jest miło usłyszeć: „ale ta Pani córka jest dobrze wychowana, zawsze mówi «dzień dobry»”. I wtedy możecie w głębi ducha wpisać sobie szóstkę (małą ocenę cząstkową) z lekcji wychowania.

Powyżej wspomniałam o „innych przyczynach”, które mogą mieć wpływ na nieużywanie zwrotów grzecznościowych. Miałam na myśli przede wszystkim dzieci, które są nieśmiałe, wstydliwe, lękliwe i pomimo tego, iż wiedzą, że należy się przywitać czy powiedzieć „przepraszam”, nie robią tego z przyczyn silniejszych od siebie. O wstydzie i jego przyczynach również warto porozmawiać z dzieckiem. Nie bójmy się rozmawiać z naszymi dziećmi! Pamiętajmy, że wychowanie to bardzo ciężka praca i wykonana na początku dobrze, zaowocuje pozytywnie w przyszłości!

Krzyk, poniżanie, lekceważenie nie są dobrym fundamentem na budowanie szacunku u naszych pociech. Mrożą krew w żyłach sytuacje, kiedy matka czy ojciec szarpie lub bije dziecko, krzyczy, a wszystko dzieje się na oczach ludzi. Nie wiecie Państwo, czy zareagować w takiej sytuacji? Cóż, bardzo delikatna sprawa, osobista. Wszystko zależy od tego, ile w nas jest poszanowania dla innych i czy jest w nas gotowość lub spontaniczność, bo to one często decydują o szybkiej reakcji. Być może wymowne spojrzenie okaże się skuteczne? To dobry moment, by zastanowić się, czy jesteśmy w stanie zareagować, kiedy krzywdzone jest dziecko. A jeżeli nie jesteśmy, to dlaczego…? Myślę, że każdemu rodzicowi zależy, by jego dziecko szanowało siebie oraz innych. Z szacunkiem odnosiło się do osób starszych, mówiło „dzień dobry”, nie wyśmiewało się z niepełnosprawności, nie dyskryminowało człowieka z powodu odmiennej nacji, wyznania. Może się mylę, ale uważam, że należy wpajać dzieciom szacunek do odmiennych poglądów, odmiennego koloru skóry, wyznań religijnych, ale również orientacji seksualnej itd. Czy wujek, który ma przyjaciela, z którym dzieli życie, okaże się nagle gorzej spostrzegany przez dziecko? Naturalnie, jeżeli my jako rodzice nie zaakceptujemy i nie będziemy tolerowali wyboru wujka. To samo dotyczy innego wyznania czy koloru skóry. Jeżeli w domu będziemy używali wyrażeń takich jak: „czarnuch”, „żółtek”, „asfalt” itp., możemy być pewni, że w którymś momencie to słowo padnie z ust dziecka. Wychowanie to świadomy proces, jeżeli będziemy wypowiadać się w sposób nieodpowiedzialny, dostrzeżemy konsekwencje w wypowiedziach i postawie naszych dzieci.

I tak sobie myślę, że nie ma nic złego w sytuacji, kiedy dziecko przychodzi do rodzica i mówi: „o jaki ten pan dziwny, nie ma nogi”, „a ta pani taki ma czarny kolor skóry i kręcone włosy, beee”, „a Kasia jest głupia, bo nie świętuje z nami urodzin klasowych i nigdy nie częstuje się cukierkami”. To dobry początek do wspólnej rozmowy, spędzenia czasu, tłumaczenia. Jeżeli dziecko mówi nam o tym, widocznie jest to dla niego bardzo istotne, dlatego nie ignorujmy go, nie zbywajmy, a jeżeli właśnie nie mamy czasu (bo tak się zdarza), powiedzmy dziecku, że wrócimy za chwilę do tej rozmowy. To nasze pociechy często podają nam jak na tacy istotne dla nich rzeczy, słuchajmy ich. Nie zapominajmy w tym „całym naszym wychowaniu” o najważniejszej i najmilszej rzeczy – przytulaniu naszych skarbów, tych dużych i tych małych. Okazujmy im dużo serdeczności, ciepła i miłości!

Kochajmy nasze dzieci szczerą, prawdziwą miłością, traktujmy je podmiotowo, szanujmy ich prawa i indywidualności, a przede wszystkim – rozmawiajmy z nimi. Nie ma recepty na idealne wychowanie, nie ma idealnych ludzi, czasami się nie uda, innym razem zaliczymy porażkę wychowawczą, bądźmy jednak cierpliwi – nasza praca kiedyś zaowocuje. „Na sukces najbardziej mogą liczyć ci rodzice, którzy przyznają się do popełnionych błędów własnym dzieciom – to najlepsza i najprostsza metoda dotarcia do ich serc” – J. Taylor 🙂

Ewa Deda autor artykułu

Reklama

Polecamy!