oMatko!

Magazyn świadomych rodziców

Psychologia

Jak Cię widzą – tak Cię lubią?

Twoje dziecko jest najładniejsze? Rozumiem, bo moje też jest najładniejsze. Aż chce się je pokazać całemu światu – uśmiech, słodki grymas, zacne odzienie. Czy to złe? Eksponujemy to, czym chcemy się pochwalić, dziecko – przedłużenie naszego jestestwa, mieszankę naszych genów, nasz skarb.

Dla kogo to robisz, #instamatko? Dla dziecka? Dla siebie? Dla innych? Gdzie przebiega granica pomiędzy tym, co możesz pokazać a tym, co pozostaje intymne i osobiste? Czy publikując wizerunek swojego dziecka, zastanawiasz się choć przez chwilę – czy ono by tego chciało?

Media… Jestem z pokolenia programów typu „Tik-Tak”, „5-10-15” – tam były dzieci i nastolatki, bardzo podobne do mnie, było ich może kilkanaścioro, funkcjonowały w takich programach, ale nie były gwiazdami. Obecnie dostępność do mediów jest o wiele swobodniejsza, wystarczy założyć vloga, bloga, konto tu czy tam i publikować, publikować, publikować!!! Kusi nas perspektywa dostępności social mediów, łatwości, z jaką tam można zaistnieć. Wrzucamy do Internetu podobizny naszych pociech, wzbudzając tym zachwyty bliższych i dalszych znajomych, nierzadko też osób nieznanych. Po co to robimy? Bo mamy taką możliwość. Korzystamy z wynalazków, czerpiemy przyjemność, dostajemy „lajki” czy pozytywne komentarze. W wirtualu łatwiej nam odpowiedzieć na komentarz, edytować go czy usunąć – w relacji bezpośredniej nadal czerwienimy się, słysząc komplementy, jak też nie zawsze przyjdzie nam na myśl adekwatna riposta na komentarz niepochlebny. Możemy również na internetowej aktywności zarabiać, a jakże. Prezentować na naszym dziecięciu ciuszki, karmić sponsorowanym jedzonkiem, zachwalać otrzymany od producenta kosmetyk, wózek etc. Tylko zastanówmy się, czy nasze dziecko będzie za kilkanaście lat nam za to wdzięczne? Czy może będzie miało do nas żal, że odarliśmy je z intymności i prywatności. Czy myślisz o tym, jaki skutek długofalowo będzie mieć upublicznianie każdego ważnego momentu życia Twojego dziecka?

I czy naprawdę te wszystkie opisywane stroje, pokarmy i zabawki sprawdziły się w opinii naszej i naszego dziecka? Czy nie ulegamy tutaj pewnej presji – otrzymałam bezpłatnie, oni liczą na pozytywną ocenę, muszę napisać pozytywną notkę… Działają tu dwie reguły wpływu społecznego. Pierwsza z nich to „reguła wzajemności”: ty mi dajesz produkt za darmo – ja o tobie dobrze się wypowiem, pochwalę produkt, ba – nawet na siłę znajdę w nim tylko pozytywne cechy, przecież nie wolno darczyńcy wystawić niekorzystnej oceny, za otrzymane „dary” nie możemy pozostawać dłużni. Druga reguła to „reguła zaangażowania i konsekwencji”: powiedziałam A, to powiem i B – lubię to poczucie, że jestem konsekwentna, jeśli czegoś użyłam (a jeszcze dostałam to bez ponoszenia kosztów materialnych), to przekonam samą siebie, że warto korzystać z tego produktu nadal, będę konsekwentna w swoim działaniu, skoro już się w nie w dużym stopniu zaangażowałam. Zainteresowanych tematyką wywierania wpływu oraz możliwością unikania manipulacji odsyłam do lektury: Robert Cialdini „Wywieranie wpływu na ludzi. Teoria i praktyka”.

Zjawisko social mediów jest stosunkowo nowe, nie umiemy jeszcze przewidzieć, jak społecznie będą funkcjonowały dzieci, które od wczesnego dzieciństwa żyją równolegle i są poddawane ciągłej ocenie w dwóch światach – realnym i wirtualnym. Czy ułatwi im to radzenie sobie z podleganiem ciągłej ekspozycji i ocenie? Czy może będą potrzebowały odcięcia się i ucieczki od bycia wystawianym na ciągłą obserwację? Czy ich samoocena nie zostanie na trwałe skorelowana z wirtualnymi ocenami z zewnątrz i wyłącznie od nich zależna? Wiadomo, że opinie innych na nasz temat są niezmiernie istotne, zwłaszcza w dzieciństwie i w wieku dojrzewania.

Jest jeszcze jeden aspekt, o którym zdajemy się nie myśleć, eksponując naszą prywatność: do czego inni ludzie mogą ją wykorzystać? Czy zastanawiasz się, jakie informacje na temat swój i swojej rodziny udostępniasz obcym osobom, pośród których bywają ci o złych intencjach? Pracuję w dwóch szkołach, zdarzyło mi się prowadzić zajęcia dotyczące tematyki handlu ludźmi. Rozmawiałam o tym z dziećmi ze szkoły podstawowej, z gimnazjum, z licealistami. Nie są ostrożni. I są ufni. Nie mają świadomości, ile ważnych informacji na swój temat udostępniają w wirtualnej przestrzeni publicznej. Internet jest nie tylko wymarzonym miejscem do wyszukiwania młodych kobiet i mężczyzn przeznaczonych na sprzedaż, ale również giełdą dziecięcych postaci. Mamo, pomyślałaś o tym, że Twoje dziecko staje się celem dla handlarzy żywym towarem? Pożywką i podnietą dla pedofilów? Wielokrotnie reagowałam, gdy ktoś z moich znajomków wrzucał w ferworze do sieci zdjęcie z kąpieli niemowlaka. Zwracałam uwagę: pomyśl o tym, że to Twoje zdjęcie albo o tym, że za kilkanaście lat Twoja córka nie będzie zadowolona z faktu, że pokazałaś dla kilku „lajków” jej waginę trzystu znajomym.

Udostępniając w sieci prywatne zdjęcia, pokazujesz swoje ukochane miejsca, dom, ogródek, okolicę domu, pozwalasz, by Twoje zwyczaje poznawali inni, wiedzieli, jaki jest Wasz rodzinny rozkład dnia/tygodnia. W sieci, jak na drodze – powinna obowiązywać zasada ograniczonego zaufania.

Kim jestem? Martą, kobietą, matką, żoną, pedagogiem i psychologiem, człowiekiem, który tak jak Ty funkcjonuje w dwóch opisywanych tu płaszczyznach. Dostrzegam dużo dobrego w świecie wirtualnym i jestem zdania, że skoro człowiek dokonuje odkryć i jest wynalazcą, to należy z tych nowinek i wynalazków korzystać. Umiejętnie i z zachowaniem zdroworozsądkowego podejścia. Czego Państwu i sobie życzę.

Marta Cebo autor artykułu

Reklama

Polecamy!