oMatko!

Magazyn świadomych rodziców

Podróże

Stacja restauracja. Slow food

Praca na pełen etat, 24 na dobę, 7 dni w tygodniu. Dom, porządki, prace domowe. Dziecko i obowiązki wychowawcze. Czas goni nieubłaganie. Czy w takim układzie jest miejsce na slow life? Niewątpliwie przydałoby się kilka lekcji u guru powolnego życia Carl’a Honoré’a. Nam udaje się, bez wątpienia, jedno: podążanie z duchem SLOW FOOD.

Aby przejść do meritum, musimy naszym pociągiem przenieść się w czasie. Rok 1986. Wysiadajmy na stacji kolejowej Roma Termini i zaciągamy się tamtejszym klimatem. Włoska powolność, umiłowanie do spędzania czasu na jedzeniu, piękna zabytkowa część Rzymu i nagle pojawia się ona, nowo otwarta „restauracja” z dwoma złotymi łukami w logo. Kto by się nie zdenerwował za takie potraktowanie włoskiego „ja”. W odpowiedzi na wzrost popularności barów typu fast food, krytyk kulinarny Carlo Petrini zakłada organizację SLOW FOOD. Bardzo szybko ruch rozprzestrzenia się na obszar 50 krajów. Jako swój cel w manifeście określa „ochronę prawa do smaku”. Slow Food zwraca ponownie naszą uwagę na powolność życia, na czerpanie przyjemności z chwili wytchnienia oraz na rozkosz smakowania. Organizacja stara się uchronić od zapomnienia smaki regionalnych produktów. Na pewno smacznie jest delektować się lokalnymi potrawami danego regionu, w każdym miejscu na ziemi innymi, zachwycać się darami natury, które powstają tu i teraz, a niekoniecznie płyną do nas 13 000 kilometrów.

 

#1 Stacja Folwark Przykop

 

Wskakujemy do naszego pociągu, rozsiadamy się wygodnie i w mgnieniu oka przenosimy się do Miłek na Mazurach. Tu, nieopodal jeziora Buwełno w Folwarku Przykop, możemy spędzić noc, a nawet kilka, odpoczywając od zgiełku miast. A kto rano wstaje, temu gospodyni do śniadania podaje chleb – jeszcze ciepły, z lokalnej piekarni, ze świeżym pomidorem i masłem. Oj, uwierzcie, że można się w nim zatracić! Niekwestionowanym centrum gospodarstwa jest Karczma Stara Kuźnia, gdzie nad smakiem i jakością potraw czuwa Patrycja Wąsiakowska. Niebo w gębie! Sałaty i zioła pochodzą z upraw własnych rozlokowanych obok Kuźni, miody są pozyskiwane z uli rozstawionych na okolicznych łąkach. W tle dojrzymy zagrodę z gęśmi, kurczakami i jagniętami. Większość produktów używanych do przygotowania potraw pochodzi z odległości nie przekraczającej 20 km od kuchni, co przekłada się na smak nawet najzwyklejszych placków ziemniaczanych. A dla dzieciaków pełna gama przysmaków – od ekologicznego słoika z królika przez ulubione zupy, kluski, placki, po domowy kisiel z mazurskich owoców z prawdziwą bitą śmietaną. W dodatku okolica idealna na spacery czy wycieczki rowerowe.

 

 

#2 Stacja Agroturystyka na Połomiu

Pojedliśmy, wypoczęliśmy, jesteśmy zrelaksowani – czas wsiąść do pociągu i przenieść się do Beskidu Żywieckiego. Pozostając w klimatach wsi spokojnej, wsi wesołej, wysiadamy w Istebnej, gdzie swoją agroturystykę prowadzą Renata i Władek Bieleszowie. Z przystanku musimy pokonać spory kawałek drogi, przejść lasem przez góry i doliny, aby dotrzeć do anielsko spokojnego i uroczego miejsca, którym jest ich agroturystyka na Połomiu. Na próżno szukać nam tu karczmy, restauracji i innych dobrodziejstw gastronomii. Jedzenie dostaniemy na miejscu – proste, przygotowane z lokalnych produktów przepełnionych miłością. Posiłki są dwa – śniadanie i obiadokolacja. Ale nie dajcie się zwieść! Szeroki wybór serów i wędlin własnego wyrobu, pieczywo samodzielnego wypieku, napary ziołowe – już samo śniadanie sprawia, że trudno zebrać się do jakiejkolwiek aktywności fizycznej. My najchętniej zasiadamy na dworze, podziwiamy widoki i zajadamy się wybitnym ciastem z jagodami, truskawkami, rabarbarem – w zależności od sezonu. O obiedzie chyba nie ma co się rozpisywać, bo na wstępie pokona was waza zupy, która spokojnie wystarczyłaby na małą imprezę rodzinną, a tu proszę, porcja dla trzyosobowej rodziny. A po posiłkach nic, tylko odpoczywać w czeluści lasu świerkowego i dzikiej przyrody.

 

 

fot. materiały prasowe

Magda i Przemek Błaszczyk autor artykułu

Reklama

Polecamy!