oMatko!

Magazyn świadomych rodziców

Psychologia

Czy Święty Mikołaj istnieje?

– Mamo, z mojego listu do św. Mikołaja wykreśl kolejkę elektryczną, a zapisz łyżwy.

– A co, nie chcesz już pociągu?

– Chcę, ale jeden już znalazłem w Waszej szafie… :-).

Przychodzi moment, kiedy dla naszego dziecka wszystko staje się jasne. Kiedy cały czar związany ze św. Mikołajem pryska w jednej chwili. Kto jest bardziej zaskoczony tym faktem – my czy dzieci? Zaskoczenie, zażenowanie, zachwianie zaufania, w pewnym sensie poczucie straty, bycia kłamanym, oszukiwanym. Te i podobne odczucia mogą towarzyszyć naszym dzieciom, kiedy dowiedzą się, że świat nie wygląda tak, jak dotąd myślały i jak mówili im rodzice.

Rozmowy z naszymi maluchami na temat „istnienia” Mikołaja, Dziadka Mroza, Aniołka nie należą do łatwych. Najpierw wychowujemy dzieci w przekonaniu, że Mikołaj przynosi prezenty, co więcej – jego odwiedziny stają się w pewnym sensie nagrodą za poprawne zachowanie. Bo czy nie zdarzyło się nam użyć dość ogólnych wychowawczo słów: „Jak będziesz grzeczny, to Mikołaj przyniesie Ci prezent” lub też: „Jesteś niegrzeczny, Mikołaj na pewno nie przyniesie Ci prezentu!”? A potem nastaje czas, kiedy dziecko dowiaduje się, że prezenty kupują mu najbliżsi… Coś nagle się zmienia, cała otoczka, którą budowaliśmy (oczywiści w dobrej wierze, nie myśląc o momencie zderzenia się dziecka z prawdą), pryska. Kilka lat trwania w świadomości, że bajkowe życie istnieje, staje się… Właśnie, czym się staje? Boję się tu napisać „kłamstwem”, ale pewnie są dzieci, które właśnie tak mogą się poczuć – okłamane przez dorosłych. Inne mogą być rozczarowane. Ale czym? Tym, że dorośli wierzyli razem z nimi, czy tym, że coś nagle się skończyło i być może Mikołaj już za rok do nich nie przyjdzie? Chodzi chyba o coś innego – o wyobraźnię dziecka, która na tym etapie życia jest bardzo rozwinięta. Nie chcemy przecież zabierać mu jego wizji, jego fantazji, jego małego tajemniczego świata. Co zrobić, by tego uniknąć? Czy wychowywać w wierze, że to my, dorośli, podrzucamy i kupujemy prezenty? Czy też może snuć opowieść o Świętym, a kiedy zostaniemy zapytani, będziemy starali się wytłumaczyć dziecku prawdę?

Okres przedszkolny jest momentem, kiedy powinniśmy się spodziewać pytań dotyczących istnienia św. Mikołaj. To za sprawą grupy rówieśniczej. Dziecko może przyjść do domu smutne, mówiąc: „A Oskar powiedział, że Mikołaj nie istnieje, tylko rodzice kupują prezenty”. To nasze pięć minut. Czy nadal będziemy utrzymywać dziecko w przekonaniu, że Mikołaj istnieje, czyli że Oskar kłamie? Czy powiemy, dlaczego tak ważna była dla nas wiara w św. Mikołaja? Wybierając drugą opcję, mamy szansę podzielić się naszymi doświadczeniami z dzieciństwa, to na pewno załagodzi sytuację. Dziecko lubi słuchać o tym, jak jego rodzice zmagali się z podobnymi sytuacjami.

Magia św. Mikołaja nie kończy się, kiedy dziecko przyjmuje do wiadomości, że Mikołaj nie przyjeżdża do niego saniami zaprzęgniętymi w renifery, nie wskakuje przez komin, by zostawić prezenty itp. Magia cały czas może trwać. Dając komuś prezent, najczęściej czujemy wielką radość i miłość. Zwykle poświęcamy dużo czasu na wykonie lub kupno prezentu, chodzimy po sklepach, wyszukujemy czegoś „ naj”, co spełni oczekiwanie naszego dziecka. Przecież o to nam chodzi – by na twarzach naszych pociech pojawił się uśmiech. Chcemy być Mikołajem najlepszym na świecie, który spełnia marzenia dzieci. To może być dobry argument podczas rozmowy o „nieistnieniu Mikołaja” – tak naprawdę Mikołajem może być każdy. Zawsze też możemy dziecku pozwolić na samodzielną odpowiedź, kiedy będzie domagało się jej od nas: „Właśnie, a ty myślisz, że Mikołaj istnieje?”. Będziemy mieli rozeznanie, na ile nasze dziecko jest gotowe, by poznać prawdę i ile informacji potrzeba, by zaspokoić jego ciekawość.

A może nie powinniśmy opowiadać naszym dzieciom o Mikołaju, który mieszka w Laponii, przyjaźni się z elfami itp.? O Aniołach, które cały czas nas obserwują i widzą nasze dobre uczynki, za co z przyjemnością przynoszą nam prezenty? Może uchronilibyśmy dziecko przed rozczarowaniem, zaskoczeniem jakie niesie prawda. Z drugiej strony jednak pozbawilibyśmy ich tego świata, w którym czują się wyśmienicie: świata pełnego fantazji, magii, tajemnic – świata dziecka.

Prawda wyjdzie prędzej czy później. Ale to my, dorośli, powinniśmy zadbać, by w szczerej prawdzie zachowało się ziarenko magii, by mówić o Mikołaju jak o kimś, kto sprawia innym radość. Często wśród rodzeństwa dochodzi do sytuacji, w której starsze dziecko zna już „specyfikę Mikołaja”, ale z największą radością utrzymuje to w tajemnicy, by młodszy brat lub siostra jak najdłużej mógł czerpać przyjemność z wyobrażenia postaci starszego mężczyzny z białą brodą, w czerwonym stroju.

Nie wybiegajmy myślami w przód: „A co to będzie, jak nasze dziecko się dowie?”. Dzieci czasami wiedzą, znają prawdę, ale nam o tym nie mówią, dzięki czemu wszyscy są zadowoleni J. Rodzice mogą dalej trwać w świecie magii, a dziecko doskonale trzyma swoją wiedzę w tajemnicy. Myślę sobie, że i tak wszystko sprowadza się do tego, że Mikołaj istnieje, a my się świetnie bawimy. Bawmy się więc i czerpmy dużo radości i miłości, bo w każdym z nas jest potrzeba odrealnienia, pojechania saniami zaprzęgniętymi reniferami do domu Mikołaja, by tam pakować prezenty dla naszych pociech. Wszystkim nam życzę dobroci, serdeczności i odrobiny magii w te Święta.

 

 

 

 

 

Ewa Deda autor artykułu

Reklama

Polecamy!