oMatko!

Magazyn świadomych rodziców

Podróże

Stacja Restauracja. Koziarnia i Katowice

„Ehhh… Gdyby tylko zapach wiosny dało się zamknąć w słoiku i przyprawiać nim zimowe obiadki, dzieci na pewno zjadałyby wszystko!”. Akurat. Marzenie ekomatki-wariatki stającej na głowie, by przemycić warzywa tak zwanym Tadkom Niejadkom. Czy jesteśmy w stanie kształtować smak dziecka? Czy to wychowanie, czy geny mają wpływ na preferencje podniebienia dziecka? Jak wyrobić dobry nawyk żywieniowy? Wiele, wiele pytań, bo przecież my, kulinarnie skrzywieni rodzice, chcielibyśmy, aby nasza latorośl była smakoszem. No cóż, taka karma.

Wiele badań nad zmysłem smaku udowadnia, że preferencje smakowe dzieci są uwarunkowane w znacznym stopniu przez czynnik genetyczny. Ale z biegiem czasu dochodzą do tego również uwarunkowania cywilizacyjne i kulturowe. Podobno „Francuskie dzieci jedzą wszystko”. W książce po takim tytułem autorka przedstawia kilka zasad, którymi kierują się Francuzi, kształtując nawyki żywieniowe swoich dzieci. Francuskie dzieci jedzą wszystko, od szpinaku po małże, nie podjadają między posiłkami, jedzą porządnie i z radością, a w konsekwencji rosną na szczęśliwych smakoszy. Fascynujące. Niestety nie mieszkamy we Francji i nasze przedszkola oraz szkoły nie serwują na podwieczorek różnych certyfikowanych rodzajów sera. Dlatego musimy wziąć sprawy w swoje ręce, jeżeli chcemy, by nasze dziecko lubiło coś więcej niż frytki i pomidorową. Jedna zasada szczególnie utkwiła mi w głowie: „dziecko nie musi tego zjeść, ale musi spróbować”. Tę regułę zdecydowanie łatwiej wdraża nam się poza domem. Wiadomo, poza domem smakuje lepiej, a nasze dziecko na hasło: „idziemy do restauracji”, wykrzykuje radosne: „TAAAK!”. Bo jedzenie to przyjemna forma spędzania czasu. Dziecko, zajęte nowym otoczeniem, często skosztuje (a przynajmniej powącha) czegoś nowego. W każdym razie w naszym przypadku tak to działa. Metoda zdartej płyty. Kiedyś w końcu spróbuje, nie dziś, to jutro. Żyjemy szybko, ale zawsze zwalniamy na Stacji Posiłek. Czy to w domu, czy poza nim. Warto. Bo jedzenie to przyjemność i wielka frajda. To czas spędzany przez rodzinę razem. A od zabawy do dobrego nawyku dzieli nas tylko niewielki krok.

No to kupujemy międzymiastowy bilet na pociąg i uciekamy od hałasu na łono natury. Tu sprawdza się również stara zasada: wybiega się, to zgłodnieje. Nic nie zaostrza apetytu bardziej niż świeże powietrze i aktywność fizyczna. Tym razem nasza STACJA to…

 

#1 Stacja Koziarnia na Smykani

– przysiółek Pogorzan k/Szczyrzyca, u podnóża góry Ciecień w Beskidzie Wyspowym. Brzmi ciekawie? A jak tam smakuje? Cudnie smakuje! W karcie dań znajdziemy to, co akurat uwarzy się gospodyni. Nie sposób wymienić wszystkiego – podpłomyki, kulebiaki, strudle, sery własnej produkcji, kiełbasy ze swojej wędzarni, rosół na kurze własnego chowu, pstrągi oraz inne ryby złowione i uwędzone przez szanownego gospodarza Marcina i jego syna Jakuba. Ciast bez liku – strudli, serników, jabłeczników – długo by wymieniać. Podkreślić warto, że produkty pochodzą z upraw bez oprysków i sztucznych nawozów, wszak tereny dookoła są ekologiczne. Kuchnia tradycyjna, domowa w najlepszym wydaniu. Okolica sprzyja spacerom. Gdy potomni już się wybiegają, podjedzą i zasną, warto zapytać Jadwigę o Camlorka, a gospodarza o cydry i wina, które sam wyrabia.

Wszyscy doskonale wiemy, że nie tylko warzywami dziecko żyje. Wszem i wobec wiadomo, że jego najlepszymi przyjaciółmi są słodycze (zresztą naszymi chyba też). Dlatego czasami zdarza nam się zapomnieć o zielonych witaminach i pomyśleć o słodkiej przyjemności. Mam wrażenie, że receptory smaku słodkiego są u dzieci umiejscowione nie tylko na języku, ale na całym ciele.

 

 

 

#2 Stacja Katowice – Nikiszowiec, CAFE BYFYJ

 

Chyba wszyscy mieszkańcy Śląska znają już to miejsce. Pamiętajmy, że Dzień Matki usprawiedliwi jeszcze większą rozpustę kulinarną niż zazwyczaj :-). To przestrzeń bajkowa, nostalgiczna, magia Nikiszu strzeżona 26-letnią tradycją. Dostaniemy tu ogromny wybór domowych wypieków: ciasta z owocami, serniki, wybitne torty, kolorowe makaroniki oraz okrzyknięty na Śląsku królem łakoci – pączek. Słodkie chwile przyjemności. By jednak samemu nie zamienić się w pączka, po wyjściu z kawiarni warto udać się na spacer po okolicy.

 

 

fot. Magda Błaszczyk, Cafe Byfyj, Angelika Opałka (Klimas)

Magda i Przemek Błaszczyk autor artykułu

Reklama

Polecamy!